Jak zorganizować dzień? – mama pracująca/mama blogerka.

Jak zorganizować dzień? – mama pracująca/mama blogerka.

Olka:

Zapraszam do posłuchania mojej odpowiedzi:)

A jesli nie macie ochoty mnie oglądać, oto pisemna relacja z vloga, poszerzona o kwestie, których nie zdążyłam omówić w filmie 🙂

Tak naprawdę wcale nie mam więcej obowiązków od innych mam: tak samo jak każda rodzicielka, wychowuję swoje dzieci, odrabiam z nimi lekcje, których nie są w stanie zrobić sami zaraz po przyjściu ze szkoły (na szczęście coraz rzadziej, bo sami wiele już potrafią zrobić, a i ja czuję sie coraz mniej kompetentna w ich szkolnych tematach…), piorę, prasuję, gotuję, chodzę do pracy, spotykam się z przyjaciółmi, spędzam czas z mężem, regularnie imprezuję. W tym wszystkim mam na szczęście pomoc w postaci mojego męża, choć nie ma co czarować – większość „domowych” obowiązków leży na moich barkach, bo on zajmuje się całą pozadomową „otoczką”. Staram się jak mogę żeby wszystkie obowiązki wykonywać dobrze, ale już nie próbuję za wszelką cenę udowodnić sobie i innym, że jestem w każdej dziedzinie perfekcyjna! Dawniej tak było i przypłaciłam to wieloma stresami, na szczęście zmądrzałam! Moje dni są spokojne, choć bardzo aktywne. Spokojne – bo ja jestem spokojna, pełna energii i umiem już cieszyć sie życiem – nie żyję od weekendu do weekendu, doceniam poniedziałki, wtorki, środy, czwartki i piątki tak samo jaki soboty i niedziele – nie wolno żyć przez dwa dni i wegetować przez pięć!

Do rzeczy! Codziennie sporządzam listę zadań do wykonania – zapisuję ją w dzienniczku, lub na kartce, którą przyklejam w pracy do monitora. Wpisuję w tą listę wszystkie ekstra zadania (czyli te, które nie są oczywistą oczywistością codzienności, jak pobudka, oddychanie, jedzenie, odpoczynek, wykonywanie podstawowych zadań w mojej pracy), a zaliczam do nich codzienne treningi, jak i czas spędzony z dziećmi! To zadania „ekstra”, czyli nadwymiarowe, bo zdaję sobie sprawę, że moje dzieci przeżyją bez zabawy ze mną, ale jesli poświęcę im czas, dzień będzie lepszy, a one wyrosna na mądrzejszych i pewniejszych siebie ludzi.

W każdej takiej liście umieszczam jedno zadanie, które może nie zostać zrealizowane z braku czasu, lub z powodu innych okoliczności. Wiadomo, nie wszystko można zaplanować, a i nie wszystkie zadania z mojej listy sa równie wielkiej wagi. Jedno jest jednak warte pochwały i cieszę się, że mogę sama siebie za to pochwalić – jestem w tworzeniu tej listy bardzo konsekwentna. Jeśli o czymś zapomnę, to na pewno dlatego, że nie umieściłam tego na liście. Dlatego już rano w drodze do pracy myślę o tym co powinno się na niej znaleźć.

Poza tym, że w codziennych obowiązkach pomaga mi lista zadań, jestem też wymagająca wobec siebie i jeśli pozwolę sobie na dłuższą kawę w ciągu dnia, konsekwentnie wydłużam potem wieczór i później kładę sie do łóżka. Raczej nie opuszczam treningów, zdarza mi sie za to zastępować te intensywne i długie –  łagodnymi i krótszymi. Ugotowanie domowego obiadu też od czasu do czasu można zastąpić jedzeniem z jadłodajni, lub poprosić męża o pomoc. Poza tym często zdarza mi się „robić dziś to co mogę zrobić jutro”, za to nigdy nie „robię jutro tego co mogę zrobić dziś”.

Jakkolwiek jednak bym nie była dobrze zorganizowana, nie uda mi się przedłużyć doby, więc musiałam nauczyć się odpuszczać pewne rzeczy, nauczyłam sie asertywności i nie poświęcam się rzeczom, które niczego wartościowego nie wnoszą do życia mojego i innych. Wytłumaczę to na przykładzie: jestem w stanie zarwać popołudnie, a nawet pół nocy by pomóc moim uczniom w organizacji akcji charytatywnej, czy ważnego dla nich koncertu w szkole czy teatrze, ale nie poświęcę ani minuty mojego cennego czasu na to, by „wyręczyć” koleżankę z pracy tylko dlatego, że nie chce jej się nauczyć obsługi komputera (to na szczęscie wyjątkowo rzadka sytuacja, ale się wciąż zdarza, tzn. prośba o takie wyręczenie), odmawiam też wykonywania bezsensownych zleceń „dla idei”, jeśli ‚ideą” jest jedynie sztuka dla sztuki, czyli zapełnienie miejsca na scenie moimi uczniami przy bezsensownym wydarzeniu „pseudokulturalnym” w mieście… (nauczyciele na pewno wiedzą o czym piszę ;)) Dzień, w którym nauczyłam się cenić mój czas i szanować swoją pracę uważam za przełomowy (dużą rolę odegrał Jesse Brisendine  – link do jego strony w dolnej stopce strony).

Nie robię też niczego „za wszelka cenę”, jasno określam sprawy priorytetowe w życiu i poświęcam sie tylko na ich rzecz. Do stałych priorytetów należą moje dzieci i mój mąż, oraz moi najbliźsi (rodzina i przyjaciele). Do tych „tymczasowych” wrzucam blog, moją pracę w szkole i fitness. Natomiast do spraw mniejszej wagi: obowiązki domowe, spotkania ze znajomymi, dbałość o moją urodę (włosy, paznokcie, makijaż, ubrania, pielęgnacja ciała). To wszystko to wciąż jednak ważne aspekty mojego życia, jednak wszystko czego nie nazywam priorytetem może zostać poświęcone na rzecz priorytetu z pierwszej lub drugiej kategorii jeśli doba okazuje sie za krótka.

Mimo dobrej organizacji, potrzebuję też dużo, naprawdę dużo energii – tutaj cudów nie ma – codzienny trening i zdrowa dieta to podstawa!!!

Przede wszystkim cieszę sie życiem i bardzo je doceniam, dlatego żyję mocno, intensywnie, staram się mądrze. A tego wszystkiego nie da się zrobić bez jakiegokolwiek planu, więc planuję. Codziennie 🙂

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!