Planujesz duże zmiany? Podpowiem Ci jak to zrobić ;-)

Planujesz duże zmiany? Podpowiem Ci jak to zrobić ;-)

Wiosna jest doskonałym okresem w roku żeby ruszyć się z kanapy i zadbać o kondycję i zdrowie. Dokładnie trzy lata temu, wiosną, podjęłam decyzję o tym, że zadbam o swoje zdrowie i formę. Pisałam już o tym, że początki nie były łatwe. Dzisiaj jednak, po trzech latach, głównie dzięki regularnym treningom, moje postrzegania świata zmieniło się na tyle, że te „trudności”, o których pisałam jeszcze rok temu, nazywam teraz „doświadczeniem” i bardzo je sobie cenię.

Trening wzmacnia siłę woli bardziej niż cokolwiek innego, uczy systematyczności i wytrwałości w dążeniu do celu. O tym też już pisałam. Dlatego dziś nie będę się powtarzać, ale spróbuję pomóc innym kobietom takim jak ja w ich nowym początku. Nie jestem trenerem. Nie jestem też dietetykiem, ani coachem. Jestem kobietą z krwi i kości i mam w tej materii doświadczenie, więc mogę się nim podzielić 🙂 Jestem też żywym dowodem na to, że wszystko jest możliwe. Po urodzeniu mojej córeczki ważyłam ponad 80 kilogramów i wyglądałam tak, że niechętnie patrzę dziś na stare zdjęcia. Ale już wtedy miałam marzenie o szczupłej sylwetce i życiu pełnym pozytywnej energii. Po latach to marzenie zamieniłam na szczerą intencję i plan. Potem ten plan zaczęłam realizować 🙂 🙂 🙂

Mam 35 lat, troje dzieci, 12 lat doświadczenia zawodowego jako nauczyciel, pierwsze zmarszczki i siwe włosy, dziesiątki porażek za sobą, dużo niezrealizowanych marzeń z dzieciństwa, przeprawy przez burze, … (i jeszcze duży nos, rozstępy na tyłku i na brzuchu, skromne konto w banku, brak wielu kluczowych umiejętności by przetrwać na bezludnej wyspie…, …. i wiele innych ubytków), a mimo to czuję się lepiej niż wtedy kiedy miałam 18 lat i jestem pewna siebie jak nigdy dotąd! Jak to jest możliwe?

ĆWICZĘ, WIĘC JESTEM… WULKANEM ENERGII!

Teraz faktycznie mam kondycję. Czuję, że mogę góry przenosić – i w przenośni i dosłownie. Jeśli dopiero zaczynasz, podpowiem od czego ja zaczynałam.

Oczywiście, od Ewy Chodakowskiej. A dokładnie od jej krótkich zestawów wrzucanych na Facebooku. Ćwiczyłam nie dłużej niż 20 minut dziennie, czasami tylko pięć, ale nie opuszczałam ani jednego dnia! Po kilku tygodniach krótkie zestawy zamieniłam na cały 30-minutowy trening E.Chodakowskiej (jest dostepny na YT). Dzięki niemu poprawiłam wydolność i przygotowałam się kondycyjnie do biegania. Do zimy wprowadzałam stopniowo nowe treningi Chodakowskiej i zaczęłam rożnicować ćwiczenia tak, że codziennie robiłam inny zestaw 30-45 minutowy (Skalpel, Turbo Spalanie, Ekstra Figura, Turbo Powet Tomka Choińskiego, Killer,…). W tym momencie o rezygnacji z marzeń nie było już mowy! Wiedziałam jak chcę wyglądać i jak chcę się czuć, a codzienne treningi dawały mi takie wizualne efekty i takie samopoczucie jakie sobie wymarzyłam.

Zimą dodałam do moich planów treningowych bieganie i to był ten moment kiedy efekty mojej aktywności były najbardziej spektakularne. Bardzo schudłam i było to widoczne gołym okiem, wiele osób zaczęło mnie pytać skąd ta zmiana. Nie mieli pojęcia, że prawdziwe zmiany działy się wewnątrz mnie, poza zasięgiem ich wzroku. Po prostu stawałam się szczęśliwsza, bardziej pewna siebie, pełna życia!

Ani wtedy, ani teraz, nie biegam codziennie – najwyżej raz/dwa razy w tygodniu, od 2 do 7 kilomnetrów, czasami 10, ale bardzo rzadko. Ćwiczę i biegam dla przyjemności, nie przesadzam.

JESTEM FITNESSOWYM ĆPUNEM – TO BARDZO ZDROWE UZALEŻNIENIE!

CZY ĆWICZENIA PRZESTAŁY MNIE MĘCZYĆ?

Oczywiście, że nie! Tym bardziej, że podnoszę sobie poprzeczkę. Wprowadzam nowe treningi z BeActiveTV, czasami decyduję się na zestawy Jillian Michaels z YouTube. Tak jak na początku, tak i dziś, trening jest wyzwaniem. Ale psychika pozwala mi na więcej i jestem bardziej głodna efektu „po” treningu. Uzależnienie od ćwiczeń jest jednak inne od tych złych uzależnień. Alkoholik najlepiej czuje się kiedy pije, narkoman wtedy kiedy bierze, a palacz wtedy kiedy pali. Po skończonej używce dobre samopoczucie błyskawicznie słabnie. A z ćwiczeniami jest zupełnie odwrotnie! Dajesz sobie wycisk, którego chwilami nienawidzisz, ale im bliżej końca treningu, tym radość większa. PO TRENINGU JEST CZYSTA EUFORIA! Ćwiczę by ją poczuć, bo kocham to uczucie! Im większy wycisk sobie dam, tym radość większa.

Ale nie codziennie wyciskam z siebie siódme poty. Coraz częściej decyduję się na łagodne lub krótkie treningi. Uwielbiam krótkie programy Qczaja! Czasami wracam do Mel B, korzystam też z propozycji Ani Lewandowskiej, Tomka Choińskiego czy Natalii Rybarczyk. Potrafię już układać swoje własne zestawy, dlatego nie panikuję gdy jestem odcięta od technologii, haha. Podpatruję też to co Ewka wrzuca na Fit&Beauty Blog i korzystam z jej podpowiedzi 😉 Czasami też odpuszczam – kiedy NAPRAWDĘ nie mam jak, po prostu nie ćwiczę. Ale staram się nie odpuszczać zbyt często, nie czuję się wtedy dobrze. Codziennie wybieram to na co mam ochotę, wynoszę się z matą z mojej domowej „siłowni” na taras, lub do sypialni. Różnicuję sobie treningi, dlatego do tej pory ani trochę mi się nie znudziły! Wciąż lubię wracać do zestawów, od których zaczynałam.

Od kilku tygodni chodzę też na Zumbę🙂 To dość łagodny rodzaj treningu, ale daje mi bardzo dużo! Przede wszystkim frajdy z przebywania z innymi aktywnymi babkami, oraz mocno mnie relaksuje. Dlatego na te zajęcia chodzę w piątki.

A CO Z DIETĄ?

Nie da się ukryć, że efektów ćwiczeń nie będzie jeśli pomiędzy treningami będziesz objadać się kebabami! Ale drakońska dieta też nie jest potrzebna. Wystarczy stopniowo zmieniać nawyki, te złe zastępować dobrymi: na początku ograniczyć (niekoniecznie wyeliminować) spożycie chleba, masła i ziemniaków. Zacząć używać lepszych tłuszczów (oliwa z oliwek, olej lniany, lub przynajmniej rzepakowy!). Wyrobić w sobie nawyk kupowania owoców i warzyw by zawsze były pod ręką. Kiedy ja robię zakupy, mój koszyk najczęściej wypełniony jest właśnie tymi produktami. Oczywiście najlepiej pokochać to co zielone;-) Do pracy zabieram sałaty w różnych konfiguracjach, piję wodę i owocowe koktajle. Od niedawna mój mąż dba też o to by w lodówce zawsze były świeże soki warzywne, które sam sporządza:-)

Wciąż tylko ubolewam nad tym, że nasze dzieci nie ogarnęła jeszcze gorączka zdrowego żywienia, haha. Gotuję raczej zdrowo, ale oni wciąż wolą mięso od warzyw. Cieszę się, że chociaż owoce jedzą i nie wykłócają się o coca-colę. Są przyzwyczajeni do picia czystej wody, a oranżada to rarytas dostępny tylko na szczególne okazje (przynajmniej w domu, bo u babci… no wiecie jak jest u babci – babcia nie jest od wychowywania ;))

A NA KONIEC: CAŁA RESZTA 😉

Ćwiczenia i poprawne nawyki żywieniowe to w moim przypadku wciąż tylko około 70% sukcesu. Do pełni szczęścia potrzebny jest jeszcze spokój na duszy. Nad tym wciąż pracuję i jestem ambitną uczennicą. Podstawa to dystans do rzeczywistości, która mnie otacza i do samej siebie. Do tego przekonanie, że ludzie są z natury dobrzy i nie mają złych intencji – serio! Nie dopuszczam do tego by jedna osoba zepsuła moją opinię o całej reszcie. Ani żeby jedno nieprzyjemne zdanie zaważyło na całym dniu. Szukam pozytywów, we wszystkim. Uczę się nie narzekać i bardzo doceniam to co mam. Staram się nie odkładać przyjemności na później, pielęgnuję dobre wspomnienia, próbuję nałapać ich ile się da! Czasami muszę też wyjść poza strefę mojego komfortu. Robię to wtedy kiedy widzę w tym wyraźnie sens. Nie unikam wyzwań, choć nie pozwalam by stres kierował moimi emocjami – nie martwię się na zapas. A! I przede wszystkim nie szczędzę sobie miłości -pielęgnuję ją stale, kocham mądrze i na maxa, haha;-)

ZMIENIAM TO CO MI SIĘ NIE PODOBA, AKCEPTUJĘ TO NA CO NIE MAM WPŁYWU, UNIKAM WSZYSTKIEGO CO PSUJE MI NASTRÓJ – … I ŻYCIE JEST PRAWDZIWYM CUDEM 😉

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!