O czym rozmawiamy, gdy nikt nie podsłuchuje?

O czym rozmawiamy, gdy nikt nie podsłuchuje?

Pusty dom, dzieci na podwórku z Patrykiem, zdjęcia zrobione, prezent wręczony. Siedzimy przy kawie, pijemy tą urodzinową, to 29. urodziny Ewki. Powinno być na luzie, zabawnie. I tak jest. Ale przy okazji robi się też poważnie. Często bierze nas na takie rozmowy. Niektóre fragmenty spisałyśmy, bo pokazują jaka jest nasza relacja…

Olka: Ewka, dlaczego nie pojedziesz ze mną na Zumbe?

Ewka: Wiem, że ten taniec i dziewczyny to sama pozytywna energiia, ale ja mam totalny brak poczucia rytmu. Czułabym się tam skrępowana. Z pewnością nikt nie zwracałby na moje pokraczne ruchy uwagi, ale ja czułabym się idiotycznie. Jestem królową parkietu jedynie po soczku z wkładką  Do zumby mnie nie przekonasz, zapomnij! 

Ewka: To teraz ty mi powiedz Olka, dlaczego nie pójdziesz wreszcie jak wszyscy do kosmetyczki zrobić sobie brwi?!

Olka: Nie chodzę do kosmetyczki na brwi, nie robię też u kosmetyczki paznokci, bo nie mam takiej potrzeby. Musiałabym wygospodarować na to czas, a tego ciągle mam za mało. Poza tym z brwiami JAKOŚ radzę sobie sama (staram się korygować odrosty, choć z różnym skutkiem ), a na „odjechane” paznokcie jestem zbyt niezdarna i niedbała. Ciągle coś robię, grzebię, wyrabiam ciasta i bawię się w ziemi, szoruję gary i podłogi – tipsy odpadają mi lub łamią się szybko, żel i hybryda odpryskują po kilku dniach. Jeśli mam czas, po prostu maluję sobie paznokcie, jeśli nie mam, nakładam odżywkę i pozostawiam niemalowane. Nie zagram w reklamie kremu do rąk, bo moje dłonie i paznokcie pozostawiają dużo do życzenia, ale naprawdę jest to dla mnie sprawa trzeciorzędna. Choć wiem, że trudno Ci przyjąć takie moje tłumaczenie.

Ewka: Olka, zdarza ci się przekląć przy dzieciakach. Ty, nauczycielka, nie masz wyrzutów sumienia?!

Olka: Przeklinam, i to nie od święta. Choć staram się unikać tego w obecności dzieci, wiesz, że mi się to po prostu nie udaje . Być może staram się za mało. Ale z drugiej strony, moje przekleństwa zwykle są wyrazem moich emocji. Więc przynajmniej nie udaję przy dzieciach . Póki co one tego po mnie nie przejęły, staram się przyznawać do błędu i tłumaczyć im, że przeklinając nie zachowuję się poprawnie. Nie używam jednak w nadmiarze wulgaryzmów, to raczej emocjonalne „k** mać”, lub „ja pier***” i tylko tyle (). Nie pozwalam sobie na to w miejscach publicznych. Może to mało pedagogiczne, ale wolę żeby w przyszłości moje dzieci sobie w złości po cichu rzuciły od czasu do czasu tzw. „mięsem” i dalej robiły swoją robotę, niż z płaczem biegały do domu…

Olka: Często narzekasz na Patryka, rzadko go chwalisz. Wiem co Cię w nim wkurza. Ale wiem też, że kochasz. Za co najbardziej?

Ewka: Ostatnimi czasy zrobiła się ze mnie zimna i wredna baba, więc łatwej byłoby mi powiedzieć co mnie w nim wkurza. Ale nie piszemy książki Moja odpowiedź może Cię zdziwić bo nie mam zamiaru rozwodzić się nad tym jaki to on jest cudowny i jaką jesteśmy idealną parą, bo tak nie jest. Przez 10 lat bycia ze sobą mieliśmy lepsze i gorsze momenty. Przetrwaliśmy piekielny 7. rok związku, więc chyba teraz będzie już tylko lepiej . Po tych wszystkich latach doceniam w nim cierpliwość do mnie. Naprawdę potrafię być denerwująca i często szukam dziury w całym. A on ze stoickim spokojem lub swoim głupim poczuciem humoru odpowiada mi i mnie znosi. Doceniam go za to, że nie pogonił mnie jeszcze za moje ciągłe zakupy i licytacje w sieci . Jestem z niego bardzo dumna i mogłabym nosić go na rękach za to, że pomaga mi w kuchni przy większych imprezach. Nigdy nie zostawia mnie z tym samej, chociaż ja na jego miejscu uciekałabym gdzie pieprz rośnie – taka wtedy jestem wk***jąca Kocham go z to, że na pierwszym miejscu stawia rodzinę. Za wspólne spacery, jazdę na rowerze, za wspólne kolacje i za tą kawę, którą co weekend mi parzy i za jajecznicę w niedzielę Kocham go z to, że po 10 latach potrafi mnie jeszcze zaskoczyć 😉

Ewka: Marcin nigdy nie ukrywa zachwytu innymi kobietami. Nie raz byłam świadkiem jak komplementuje inne naprawdę ładne (lub po prostu cycate i pupiaste) kobiety. Nigdy jednak nie pokazałaś, że jesteś zazdrosna. Jak to robisz?

Olka: Jak to robię? Nic nie robię. Nie ukrywam zazdrości, bo nie jestem zazdrosna. Mamy podobny gust, więc zwykle on zachwyca się tymi samymi kobietami, którymi i ja się zachwycam (najczęściej komplementuje właśnie Ciebie). Uważam, że jak coś jest ładne to trzeba to nazywać po imieniu. Nie dodaję do tego podtekstu. Mnie też zdarza się komplementować innych facetów, również w jego towarzystwie, Marcin nigdy nie zrobił z tego powodu sceny, bo po co? Udawanie, że nam się ktoś nie podoba tylko po to żeby nie zrobić mężowi/żonie przykrości? – bez sensu. Zdrowy, niewinny, szczery i jednoznaczny komplement to według mnie nic złego. Bywałam zazdrosna na początku naszego związku. Teraz uważam, że zazdrość to wynik braku poczucia bezpieczeństwa. A ja czuję się bezpiecznie zarówno ze sobą, jak i w naszym związku. Nie jestem naiwna, ale jestem silna, poradziłabym sobie z ewentualnymi turbulencjami Myślę, że ze wszystkich dziwactw w naszym związku, nasz wzajemny poziom zazdrości o siebie to akurat najzdrowsza rzecz, haha

Ewka: No dobra, to jeszcze cię pomęczę. Jesteś piękną kobietą (z dużym nosem ;-)). Jak myślisz, czego Marcin w Tobie nie znosi?

Olka: Z wyglądu właśnie tego dużego nosa, haha. Wolałby widzieć też moje oczy i usta, a ciągle ten nos wchodzi mu w paradę

A tak poważnie, gdybyś go zapytała, pewnie powiedziałby, że wszystko mu się we mnie podoba i puściłby oko sugerując żart. Ale on jest raczej szczery, kiedy tyję, mówi mi o tym otwarcie. Często też żartuje, że nos może przeboleć, ale na nowe cycki chętnie da mi pieniądze . Wie, że może sobie na takie żarty pozwolić, bo się nie obrażę. Czasami też mam wrażenie, że on w ogóle na mnie nie patrzy i nie interesuje go jak wyglądam. Po tylu latach mój wygląd chyba nie jest już dla niego tak ważny jak wcześniej. Myślę, że musiałabym wytatuować sobie kciuka na twarzy żeby zauważył zmianę, haha.

Jeśli chodzi o mój charakter, to myślę, że nie znosi kiedy podnoszę głos. On tego nigdy nie robi, a ja jak się nakręcę to wrzeszczę i robię wykłady. Z czasem co prawda coraz mniej, bo nad tym pracuję, ale wciąż moje „gdakanie” to jedyna rzecz, przez którą on potrafi się na mnie obrazić…

Olka: Twój mąż nazywa mnie uszczypliwie „twoją szefową”. Ty też wciąż tak uważasz, czy już nie?

Ewka:Tak jest szefowo” – nienawidziłam jak Patryk tak Ciebie określał!!! Na szczęście przestałam zwracać już na to uwagę. Chodzi o to, że ja nigdy tak nie uważałam, a jedynie czułam, że chcesz nade mną dominować, traktować jak uczennicę, a może jak młodszą siostrę. Może wynikało to z racji twojego zawodu, a może z charakteru. Z resztą to ty byłaś pomysłodawczynią „OKK?!”! Przy tworzeniu tego projektu ty byłaś w niego bardziej zaangażowana, ja 2 miesiące po porodzie żyłam trochę w innym świecie. Na tamtym etapie w ogóle mnie nie słuchałaś, liczylo się jedynie twoje zdanie, wszystko co moje krytykowałaś, ty chciałaś być idealna, a ja normalna, ze wszystkim moimi niedoskonałości, ja ciągle odpuszczałam i trochę to wyglądało jakbyś była moja „szefową”. Po naszym niewypale z kubkami wiem, że muszę bardziej krzyczeć, żebyś mnie nie zagadała i nauczyłam się mówić NIE. Z określeń Patryka się teraz śmieję bo wiem, że teraz tworzymy zespół i obie wzajemnie motywujemy się do działania. Wiesz jak to jest, Ty gadasz, ja słucham, ale i tak myślę swoje

Olka: … A teraz to Ty częściej stawiasz na swoim, a moje pomysły częściej idą w zapomnienie Z zresztą, mnie się wydaje, że od początku tak było, tylko nie zwracałas na to uwagi, trzymałas się tego założenia, że ja rządzę. A tak nie było. Ja tylko więcej gadałam. Zrezygnowałyśmy z kilku moich pomysłów (książka, treningi live), bo tobie się nie podobały, a zastępowałysmy je twoimi. Teraz to ty częściej mówisz co mam robić. Każesz mi robić relacje na Insta, więc je robię Lubię jak rządzisz, bo jesteś wtedy bardzo pewna siebie.

Ewka: A kiedy są moje urodziny?…

Olka: Dzisiaj! Ale wiem do czego pijesz. Przyznaję się bez bicia, że dziesięć razy zerkałam w kalendarz zanim się na dzisiaj zapowiedziałam do ciebie, haha. Zawsze pamiętam o twoich urodzinach tydzień przed, a jak przychodzi TEN dzień, dzwonię do ciebie jakby nigdy nic i pytam o jakąś pierdołę bez składania życzeń 🙁 A ty, cholero jedna, wiesz, że jestem taka zakręcona i nigdy mi po prostu nie powiesz „Halo, dziś są moje urodziny”, tylko czekasz aż sobie po południu przypomnę! A potem masz radochę, że się przed tobą tłumaczę! Faktycznie, do dat nigdy nie miałam głowy. Ale to przypadłość kliniczna, powinnam brać na to tabletki .

Olka: Lubisz coś we mnie szczególnie?

Ewka: Twoją serdeczność i ciepło. Twój uśmiech kiedy wpadam do Ciebie bez zapowiedzi. Ty nigdy nie czujesz się zakłopotana czy niezadowolona, od wejścia się cieszysz i proponujesz kawę  Lubię u Ciebie chęć niesienia pomocy i te Twoje motywujące gadanie i chyba nawet lubię to jak we wszystkim szukasz pozytywnych rzeczy.

A ja przekornie zapytam cię co sądzisz, ale szczerze, o moich odstających uszach i małych ustach?

Olka: Twoich uszu nigdy nie widzę bo je zakrywasz, usta masz małe, ale wcale mi to nie przeszkadza, a to, że są małe zauważam tylko dlatego, że ciągle o nich gadasz! Gdyby nie to, w ogóle nie zwróciłabym na nie uwagi. A ja widzę dobrze, nie jak kret

Ewka: To kiedy następna kawa?

Olka: Tradycyjnie – jutro rano przed pracą 😉 Napisz rano jeśli mam ci coś kupić w sklepie jak będę do ciebie jechać.

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!