Kilka zasad, które sprawiają, że wychowywanie dzieci jest PROSTE!

Kilka zasad, które sprawiają, że wychowywanie dzieci jest PROSTE!

Czy wychowanie dzieci jest trudne, czy łatwe? Co za głupie pytanie?! – tak pewnie teraz myślicie. A jednak będę się upierać, że warto poszukać na nie głębszej odpowiedzi.

Moim zdaniem, wychowanie dzieci jest trudne, jeśli tak chcemy je postrzegać – jeśli będziemy komplikowali życie naszym pociechom wygórowanymi oczekiwaniami, szukali problemów zamiast rozwiązań, narzucali im swój punkt widzenia i tym samym wywoływali konflikty…

Jednocześnie wychowanie dzieci jest niezwykle proste, jeśli zrozumiemy, że jest to proces organiczny – jak u większości żyjących ssaków – naszym (rodziców) zadaniem jest: wykarmić, nauczyć samodzielności i wypuścić w świat. W praktyce niewiele musimy się tu napracować, bo wystarczy postępować instynktownie. Jako przedstawiciele gatunku ludzkiego, musimy też dodatkowo nauczyć nasze dzieci kochać. Bo szacunek, który też jest im niezbędny do prawidłowego rozwoju, powinien być wrodzony (jak w świecie zwierząt), wystarczy ich go tylko nie „oduczyć”. To zaledwie kilka zasad, ale jak ich przestrzegać? W najbardziej naturalny sposób w możliwych! Robić to, co w danej chwili wydaje się oczywiste: jeśli są głodne – nakarmić, jeśli potrzebują odpowiedzi – wskazać miejsce gdzie mogą ją znaleźć, jeśli nie wiedzą JAK? – pokazać, jeśli proszą o radę – przedstawić możliwości i potencjalne konsekwencje i pozwolić zdecydować.

Problem polega na tym, że jako bardzo niedoskonałe jednostki żywe, nauczyliśmy się mocno komplikować sobie życie, a tym samym również relacje z otoczeniem, w tym z naszymi najbliższymi – dziećmi. I tak zamiast pozwolić im naturalnie rosnąć, rozwijać się w swoim tempie, zgodnie z ich potrzebami, mamy tendencję do ciągłego przeszkadzania im w ich swobodnym rozwoju. Przecież kolejnym naszym podstawowym zadaniem jest nasze dzieci chronić! Stąd nie pozwalamy im na własnej skórze odczuć konsekwencji wtykania palców w gniazdka elektryczne, czy w gorącą zupę. I chwała nam za to! Niestety, tą rolę obrońców naszych dzieci zbyt często zdarza się nam nadinterpretować i przedłużamy niepotrzebnie okres „trzymania na smyczy”.

Zagłębiłam się ostatnio w sens słów wielu znanych osób, utytułowanych sportowców, artystów, a nawet celebrytów. Większość z nich do znudzenia powtarza, że swój sukces zawdzięczają WSPARCIU najbliższych. Kiedy słuchamy tych wywiadów, wydaje nam się, że to puste słowa, do tego oklepane, bo „wszyscy tak mówią”. A jednak kiedy dokładniej przyjrzymy się życiorysom tych osób, okazuje się, że nierzadko przeszły przez osobiste porażki, czasami tragedie, uzależnienia, rozpady związków, a nawet bankructwa, by często po wielu latach wspiąć się na szczyt kariery.

Więc kiedy ci „ludzie sukcesu” mówią o wielkim znaczeniu WSPARCIA od ich rodziców, może warto wyciągnąć z tego jakąś naukę?

Człowiek rodzi się podobno tylko z dwoma wrodzonymi lękami: to lęk przed hałasem i lęk przed upadkiem. Cała reszta rzeczy, których boją się niemowlęta, kilkuletnie dzieci, nastolatkowie i osoby dorosłe, to lęki nabyte, wmówione im przez nas, osoby, które je wychowują. Dlatego być może warto podejść do wychowania z większym luzem: ograniczyć się do karmienia ( w przypadku ludzi to nie tylko karmienie ciała, ale również umysłu – dlatego umożliwiamy im edukację), nauczenia samodzielności i wypuszczenia w świat. Jeśli swoim własnym postępowaniem wobec nich nie „oduczymy” ich szacunku do drugiego człowieka i własnej osoby, oraz nauczymy mądrej bezgranicznej miłości (również własną postawą, bez zbędnych słów i metod), a przede wszystkim OKAŻEMY WSPARCIE DLA KAŻDEJ ICH DECYZJI, WE WSZYSTKICH ICH SUKCESACH I PORAŻKACH, a w chwilach zwątpienia ograniczymy się do bezpiecznego DORADZANIA, a nie NAKAZÓW co maja zrobić, to może się okazać, że wychowanie dzieci rzeczywiście jest bardzo PROSTE!

…Teraz wystarczy już tylko zamienić słowa w czyny i może nawet mnie się to uda? (hehe)

Taki jest mój punkt widzenia. A jaki jest Twój?

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!