Okiem 30-latki…

Okiem 30-latki…

Jestem wciąż jeszcze kobietą przed trzydziestką, bo urodziny mam w kwietniu. Ale odliczam do nich czas od kiedy skończyłam 25. urodziny! Tak, tak – naprawdę bardzo się na nie cieszę. Zawsze czułam małą satysfakcję mówiąc ile mam lat, bo do tej pory byłam zwykle najmłodsza w towarzystwie. Teraz już tak nie jest. Nie jestem najmłodsza. Ale wierzę, że za to mądrzejsza o doświadczenie. Na szczęście nie zachowuję się jeszcze jak ,,ciotka klotka” (jak Olka ) ), nie udaję też nastolatki bo nie zapominam, że już nią nie jestem. Staram się być sobą. Czasami chcę wyluzować i wrócić do szaleństwa swoich młodzieńczych lat, ale jakoś nie potrafię… Czy to przez wiek? Nie wiem, ale podobno ‚spinamy się’ bardziej kiedy pojawia się pierwsze dziecko i zaciągamy swój pierwszy kredyt. Więc chyba mogę stwierdzić, że to nie zasługa wieku.
Jak czuje się kobieta przed 30? Rewelacyjnie! I tylko jedna rzecz spędza mi sen z powiek, ale o tym później…
Nie mogę się doczekać kiedy z dumą będę mówiła, że mam 30 lat. To taki magiczny wiek. Nie zawsze tak myślałam. Kiedy miałam 20 lat uważałam, że 30-letnia kobieta jest po prostu… stara . W końcu w większości są to kobiety ‚ustatkowane’ , mają mężów, dzieci, stabilną prace zawodową, są spełnione i świadome, ale też nie mają już w sobie radości dwudziestolatek. Niektórych rzeczy im już nie wypada, są zmęczone.

Wyszłam za mąż, skończyłam studia, urodziłam dwoje dzieci, mieszkamy w domu na kredyt i niby wszystko jest jak ma być, ale coraz częściej dopada mnie myśl, że lada moment strzeli mi trzydziestka, a tak naprawdę posiadam zerowe doświadczenie zawodowe!!! Jestem zła na siebie, że w chwili kiedy miałam dwadzieścia lat nie postawiłam na rozwój i karierę zawodową, tylko ‚poświęcałam się miłości’ . Być może gdybym wtedy podjęła inne decyzje, Weronika teraz byłaby w żłobku, Dominik w przedszkolu, a ja byłabym spełniona zawodowo…

Co się zatem zmieniło od czasu kiedy miałam 20 lat?

1. Mniej wcale nie oznacza lepiej. Jako prawie 30-latka bardziej kobieco i seksownie czuję się w ołówkowej spódnicy i szpilkach, niż w spódniczce ledwo zakrywającej tyłek. Ostatnio długo zastanawiałam się nad kupnem takiej spódniczki. Była piękna, idealna na lato, pięknie podkreślałaby opalone nogi. Jeszcze parę lat temu bez mrugnięcia okiem zdjęłabym ją ze sklepowego wieszaka, a teraz… teraz miałabym świadomość, że wszystko dobrze wygląda, ale wstydziłabym się spojrzeń facetów i opinii innych kobiet. Nie oznacza to, że nie zakładam takiej garderoby. Robię to, ale na imprezowe wieczorne wyjścia, a nie na zakupy do sklepu. Zdecydowanie stonowana elegancja jest dla mnie bardziej pociągająca niż wzywające kreacje.

2. Moje fochy, moje zasady, moje życie to MOJA SPRAWA. Nie wstydzę się już swoich decyzji, swojego zdania, ani swoich wybuchów złości. Nawet jeżeli inni uważają, że nie mam racji i niepotrzebnie dyskutuję, to jest to ich problem.  Widocznie ja uważam inaczej. Nie ma sensu patrzeć na innych. Kiedy każdy z nas ma inną osobowość, inne postrzeganie świata, inne doświadczenia, różnica zdań jest czymś normalnym.

3. Stałam się mniej zazdrosna. Nie denerwują mnie aż tak zachowania mojego partnera, jak to było jeszcze parę lat temu. Zamiast drzeć się o dwuznaczne spojrzenie w stronę innej kobiety, lekceważę lub równie odpowiednio się spojrzę na niego. Znam swoją wartość i wiem, że spojrzenie czy rozmowa naprawdę nie oznacza zdrady. Mimo kilku zmarszczek czuję się atrakcyjniejsza niż parę lat wcześniej. Jestem świadoma swoich zalet, choć nadal chętniej mówię o wadach. Nigdy nie potrzebowałam potwierdzenia swojej wartości. Chociaż komplement od męża zawsze mile widziany 😉. Z natury jestem prostolinijna, nie analizuję, nie zastanawiam się, nie oczekuję, że wszyscy będą mnie lubili, nie staram się wszystkich w koło zadowolić, nie ukrywam swoich wad, nie mówię o zaletach, ale taka zawsze byłam.

4. Czasami jestem złośliwa i uszczypliwa, stałam się bardziej bezpośrednia, nie śmieszą mnie wszystkie żarty.

5. Jestem bardziej sentymentalna niż w wieku 20 lat. Teraz radość sprawia mi śpiew ptaków o poranku, zapach kawy, piękno otaczającej mnie przyrody, CISZA jest muzyką dla moich uszu. Kiedyś cieszyłam się na myśl o piątkowym wyjściu i długim spaniu w sobotę.

Mimo wszystko wydaje mi się, że macierzyństwo ma dużo większy wpływ na moją osobowość, niż upływ czasu.

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!