Ferie w raju na Okraju

Ferie w raju na Okraju

Mama Ola w podróży tym razem wylądowała na nartach w Malej Upie przy Przełęczy Okraj. Miejsce to znamy już bardzo dobrze, wracamy tu od kilku lat, jednak do tej pory odwiedzaliśmy je latem. Sama nie wiem dlaczego tak późno zdecydowaliśmy się zasmakować tutejszego narciarstwa., ilekroć wędrowaliśmy małoupskimi ścieżkami latem, za każdym razem zastanawiałam się jak wyglądają zimą. Z ręką na sercu mogę dziś jednak napisać – warto było czekać!

Kwatera w Amelkowej Chacie

Ośrodek to cztery chaty, a Amelkowa jest jedną z nich. Dwa z czterech budynków przeznaczone są dla gości. Wszystkie położone są na wysokosci 1050 m npm, dzięki czemu goście mogą podziwiać z okien spektakularne widoki. Na szczyty wysokich świerków pijąc kawę spoglądamy z góry. Wieczorami krajobraz upiększają światła miejskie Kotliny Jeleniogórskiej widoczne z okien hotelu. To miejsce prawdziwie magiczne, które zimą nabiera bajkowego klimatu. Jeśli choć raz uda wam się tu dotrzeć, gwarantuję, że będziecie chcieli w to miejsce wracać.

Sam pensjonat jest urządzony dość elegancko, choć nie luksusowo, pokoje są duże, dość komfortowe, zawsze czyste, w łazienkach przeważają wanny, choć niektóre wyposażone są w prysznice. Korytarze na wyższych piętrach są przytulne, umeblowane w kanapy, stoliki i telewizory, dzięki temu pełnią funkcję wspólnych salonów dla gości zakwaterowanych na jednym piętrze.

Parter jednego z budynków hotelowych stanowi restauracja, w której podawane są śniadania, desery i przepyszne domowe dania obiadowe (musicie spróbować żurku i pierogów!). To miejsce, w którym można też wypić Kozela, czy Złotego Bażanta w towarzystwie ukochanego przez nasze dzieci Gospodarza, Bacy Janusza 😉

To był w połowie babski wypad w góry, choć zdarzało nam się też „wymieniać mężami”, jeśli sytuacja tego wymagała, haha. Wtedy Kamila wspólnie z moim mężem uczestniczyli w saneczkowych szaleństwach z dziećmi, a jej mężczyzna towarzyszył mnie i Emilowi na stokach, hihi.

W Amelkowej do dyspozycji gości jest kuchnia i duża jadalnia.  Oczywiście na upartego znajdzie się kilka mankamentów, jak brak ręczników w pokojach (które jednak zawsze otrzymujemy jeśli o nie poprosimy), słaby internet, brak telewizji satelitarnej, czy monotonne śniadania (mnie nie przeszkadzały, w domu każdy je podobnie). Przez wzgląd na wyjątkowo wymagające położenie obiektu, jak mawia Baca Janusz – właściciel (przydomek Baca otrzymał od gości), zarówno ciepła woda, jak i prąd to luksus, który w tym miejscu należy bardzo cenić, więc Baca zachęca gości do oszczędności, z czego niektórzy uszczypliwi turyści czynią wobec ośrodka zarzut. Dla nas jednak szczególna dbałość o środowisko w tym miejscu jest sprawą wielkiej wagi, dlatego nawet worek ze śmieciami chętnie sami znosimy do kontenerów ustawionych przed ośrodkiem, a do niedawna zwoziliśmy samochodem w dół do kontenerów w Kowarach.

Dojazd w to miejsce jest znacznie utrudniony, zwłaszcza zimą i chyba właśnie dzięki temu zachowuje ono swój urok, nie ma tu zbyt wielu miejsc noclegowych. Po stronie polskiej poza Amelkową Chatą, jest tu jeszcze małe schronisko i skromna gospoda z kilkoma pokojami, natomiast po drugiej stronie ulicy, w Malej Upie, kwater jest więcej, jednak są one dość nienachalnie względem siebie umiejscowione, przez co ciągle wydaje się, że jest to raczej spokojna wioska karkonoska.

 

Architektura Małej Upy jest tradycyjna, brak tu nowoczesnych hoteli,a wystrój nielicznych restauracji przywołuje wspomnienia z lat 80-tych ubiegłego wieku. Wszystko to składa się na wypoczynkowy raj dla poszukiwaczy spokojnego, zdrowego, rodzinnego urlopu w otoczeniu przepięknej przyrody. Dla amatorów narciarstwa to miejsce wymarzone, do najbliższego stoku, jak i do porzystanku skibusa można dojść pieszo w 5 minut!

Narty w Czechach – wyższa kultura szusowania, dużo wyższe ceny!

W Małęj Upie znaleźliśmy wszystko to, czego do tej pory brakowało nam w polskich ośrodkach narciarskich – brak tłumów przy wyciągach, dłuższe, szerokie, bezpieczne (niebieskie i czerwone), często niemal puste trasy zjazdowe (od 70m do 1200m), wygoda w zakupie skipassów, niezatłoczone skibusy jeżdżące co kilka minut, dzięki czemu mogliśmy przemieszczać się między stokami bez problemów, wygoda przy wypożyczaniu sprzętu.

 

To wszystko ma jednak swoją cenę. Nie kupicie tu tanich karnetów na orczyk w cenie 12 zł za 10 wjazdów. Kupicie za to skipassy, w zależności od waszych potrzeb, na 2, 3, 4 godziny, na cały dzień, lub na 5 dni. Niestety, cena takiego skipassu jest wysoka. Najtańszy, dwugodzinny, kosztuje 330 czk (ok.56 zł) dla osoby dorosłej, przy czym mój 11-letni syn Emil jest już traktowany jako dorosły, bo skipassy dziecięce są dostępne dla dzieci do 10. r.ż…. Śmigaliśmy na nartach średnio 3 godziny dziennie, za co płaciliśmy od niecałych 700czk (120zł) do 1200 czk (ok.220zł) każdego dnia. Cieszyłam się, że ani Marcina, ani pozostałej dwójki moich dzieci nie ciągnie jeszcze do nart… Ale nie same skipassy były najdroższe. Słono przyszło nam zapłacić za komfort przymiarki i jazdy w wygodnych butach narciarskich i przypiętych do nich dobrej klasy nart. Za wypożyczenie tego sprzętu dla dwóch osób na 3 dni zapłaciliśmy 2330 czk, czyli około 400zł! Dla porównania, rok temu w Szklarskiej Porębie, nasze trzydniowe szaleństwo na stoku kosztowało nas niecałe 300zł (wypożyczenie sprzętu + karnety na wyciągi). Różnica w cenie jest zatem bardzo duża, ale też warunki zupełnie inne.

Mała Upa nie jest miejscem dla narciarskich „wyjadaczy” i wielbicieli długich alpejskich nartostrad. Brak jest tu czarnych tras. Jest to jednak raj narciarski dla dzieci i dla początkujących narciarzy. Najdłuższy wyciąg mierzy 1000m (tylko orczyki), najdłuższa trasa ma długość 1200m, znajdują się one na wysokości od 850 do 1250m n.p.m. Jest tu jednak również 14km ciekawych tras do nart biegowych i w ich przypadku też nie będziecie narzekać na tłumy.

W tym roku wypoczywaliśmy z parą przyjaciół i ich córką. Im bardziej do gustu przypadł główny stok Pomezky w Horni Mala Upa (górnej Małej Upie), mnie i Emilowi zdecydowanie bardziej podobało się w ośrodku U Kostela w Dolni Mala Upa. Dojeżdżalismy tam skinbusem, wysiadaliśmy w punkcie na wzgórzu, skąd na nartach zjeżdżaliśmy kilkaset metrów do wyciągu.

Po ostatnim zjeździe wjeżdżalismy orczykiem na górę i stamtąd z powrotem na nartach do przystanku. Niezłą mieliśmy przy tym zabawę, bo ta trasa jest początkowo zjazdowa, ale pod koniec mocno prowadzi w górę. Im lepiej rozpędzaliśmy się na górze, tym dalej dojeżdżaliśmy i tym krótszy dystans musieliśmy pokonać niosąc narty w rękach.

Łącznie w Małej Upie dostępnych jest 8 wyciągów (orczykowych i dziecięcych) i 3 trasy biegowe.

 

A jeśli nie narty, to co???

Przełęcz Okraj i Mała Upa to nie tylko narty. Są tu małe stoki saneczkowe, najwyżej położone w Czechach lodowisko, oraz liczne szlaki i atrakcje turystyczne. Już same spacery tutejszymi ścieżkami stanowią niezwykłą rozrywkę dla oka, powietrze jest tu czyste, nawet kiedy w położonych niżej Kowarach, czy Jeleniej Górze króluje gęsty smog. Sprzyja to beztroskim zabawom w śniegu, którego w tym roku nasypało w rekordowej ilości. My na przykład urządzaliśmy sobie bitwy śnieżne, a jak już umoczyliśmy się w śniegu, uprawialiśmy w hotelu narciarstwo wirtualne…

 

Przy braku śniegu trzeba wybrać się Szlakiem Przyjaźni Polsko-Czeskiej na Skalny Stół, trasa wychodzi tuż obok Amelkowej Chaty. Tutaj rozpoczyna się też droga na Śnieżkę od czeskiej strony.

Ale Przełęcz Okraj to również świetna baza wypadowa do pobliskich atrakcji. Blisko stąd do czeskiego Pec pod Śnieżką (kolejka gondolowa wwozi turystów na sam szczyt tej góry), Skalnego Miasta w Adrspach, czy ogrodu zoologicznego Zoo Dvur Kralove, niedaleko też do Jańskich Łaźni i wyjątkowej Ścieżki w Koronach Drzew.

Natomiast po polskiej stronie wśród atrakcji są Termy Cieplickie w Jeleniej Górze (pisałam o nich rok temu w relacji z ferii w Szklarskiej Porębie), Kolorowe Jeziorka w Rudawach Janowickich u podnóża Wielkiej Kopy (wyjątkowe miejsce, ale raczej na wycieczkę wiosną, latem, lub jesienią), Zamek Książ w Wałbrzychu, czy kopalnia Podgórze w Kowarach.

 

Nie obyło się bez przykrych niespodzianek 🙁

Najbardziej zaskoczył mnie skok cen w Małej Upie. Mamy tu swoją ulubiona restaurację Penzion Lesni Zatisi, która zawsze zachwyca nas smacznym tradycyjnym jedzeniem.

Zawsze dokonywaliśmy tu płatności kartą płatniczą, dzięki czemu unikaliśmy niekorzystnych przeliczeń cen na złotówki. Byliśmy więc mocno zaskoczeni kiedy tym razem chcąc opłacić rachunek, zostaliśmy poinformowani, że restauracja nie przyjmuje płatności elektronicznych. W zamian otrzymaliśmy rachunek, na którym przy kwocie w koronach, została dopisana kwota w złotówkach, tylko… znacznie wyższa niż nasze przeliczenia, nawet zakładając bardzo niekorzystny kurs walutowy: 1472 czk restauracja przeliczyła na… 327zł!!!

Oznacza to, że policzono koronę czeską po 0,23zł, czyli mieliśmy zapłacić o prawie 80zł więcej niż wskazywał na to czeski rachunek! Na szczęście udało nam się zapłacić koronami. Ale nawet płacąc czeską walutą, trzeba przyznać, że ceny w tym lokalu poszły mocno w górę od naszej ostatniej wizyty w sierpniu. Oczywiście był to jedyny obiad jaki zjedliśmy poza Amelkową Chatą w ciągu tej 5-cio dniowej wycieczki… Na szczęście jedzonko w Amelkowej restauracji nas tradycyjnie zachwycało i było znacznie tańsze niż „w kraju po drugiej stronie ulicy”… 

Nie zniechęciło nas to jednak byśmy znów wrócili do Małej Upy i Amelkowej Chaty przy najbliższej możliwej okazji. To jedyne takie miejsce w polskich górach, z czystym powietrzem i zapierajacymi dech w piersiach widokami. Przekonajcie sie sami! Polecamy my – stali bywalcy 😉

Tradycyjnie, dorzucam podsumowanie kosztów:

4 noclegi w Amelkowej chacie ze śniadaniami dla 5 osób – 1240zł

narty (3-dniowe skipassy, wypożyczenie sprzętu dla 2 osób): 1000zł (bez kilku groszy)

łańcuchy na koła (bez nich zimą na Okraj nie wjedziecie): ok. 200zł

3 pyszne obiadokolacje w restauracji Amelkowej Chaty dla 5 osób: niecałe 300zł

 

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!