Stan ciągłego zakochania, mimo wszystko.

Stan ciągłego zakochania, mimo wszystko.

Jest po godzinie 22. Dzieci śpią od pół godziny, jak na nich to naprawdę wcześnie. Siedzę sama w domu. On znów w delegacji. Oglądam „Killera” i nie mogę znieść głosu i jęczenia Figury (tej aktorki)! W domu jest względnie czysto, mam czas dla siebie, w ciszy mogę pomyśleć, mam spokój w oczach i w duszy. Jestem zadowolona, że dzieci już śpią mimo tego, że nie miały intensywnego dnia. Jest maj, a pogoda nie rozpieszcza, więc szybko uciekam z nimi do domu. Tak, wtedy najczęściej krzyczę, bo za cholerę nie chcą do niego wracać!!! Kiedy po kilkunastu minutach powtarzania w kółko: „dzieci, idziemy do domu, jest zimno”, nie widzę żadnej reakcji, wybucham, wtedy na chwile się zatrzymują, zauważą mnie i albo zawieszą focha i idą, albo maja mnie gdzieś i nadal robią swoje.

Nikt nie powiedział, że będzie lekko, więc nie powinnam marudzić, ale… Bywają dni, że czuję się okropnie. Z powodu krzyku, z powodu niechęci do zabawy z dziećmi, kiedy nie chce mi się podnieść tyłka z kanapy, gdy dzieciaki proszą o szklankę wody, dlaczego zawsze wtedy kiedy ledwo zdążę usiąść??!!! Czuję się źle kiedy, słyszą moje sprzeczki z mężem, kiedy za długo nie wracam do domu bo chcę od nich odpocząć, uciec.
W momencie, kiedy czuję się okropnie, pojawiają się wyrzuty sumienia. Usprawiedliwiam się wtedy, że chyba nie jest ze mną aż tak źle, skoro jeszcze je mam…

Jestem matką dwójki dzieci. Matką, która stara się nad nimi panować ale bywa, że to one panują nade mną. Jestem raczej surowa, stanowcza. W niektórych kwestiach nie ma ze mną dyskusji.
Jednak tą z pozoru twardą matkę często dopadają dni, kiedy czuje się zmęczona tym całym macierzyństwem. Ona się nie dusi, krzyczy jak jest jej źle, śmieje się kiedy jest szczęśliwa i płacze kiedy jest smutna. Bywa emocjonalną karuzelą. Brzmi znajomo? To ja, a może też i Ty?

Macierzyństwa nie można dzielić na najcięższe i lżejsze etapy. Jednak każdy etap jest dla kobiety wyzwaniem. Wykańczają nas najpierw nieprzespane noce, karmienie, płacz, kolki. Jednak to jest tylko etap, który mija. Później przychodzą kolejno dziecięce bunty! To etap dla matek o mocnych nerwach, czyli dla każdej z osobna, haha. Mimo stanowczości, nie zawsze da się nad dzieckiem zapanować. Później zaczynają się pyskówki, nieposłuszeństwo, następnie wypominanie błędów i walka o dominowanie w domu (to już Olki doświadczenia, ze „starszakami” 😉) .

Taka jest czarna strona macierzyństwa. To często rezygnacja z siebie, z pracy, z kontaktów towarzyskich. To krzyk matki, jej płacz z bezradności, braku zrozumienia, wsparcia. To bezsilność w stosunku do dzieci, do ich uporu, zawziętości i rządzenia nami. To szybka kąpiel i tłuste włosy. To obdrapane paznokcie. To kobieta zamknięta w domu z dzieckiem. To często kobieta zależna, ograniczona, pozostawiona samej sobie. To frustracja, ciągłe obwinianie się, że za mało się zrobiło, za mało się dało. To ból i okropna złość. To ciągły strach… Znacie to?

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!