Koleją przez Polskę #2. Miejskie wakacje.

Koleją przez Polskę #2. Miejskie wakacje.

To miał być wypad w Bieszczady… Niestety, połączenie kolejowe zachodu z południowo-wschodnim krańcem Polski wciąż wiele pozostawia do życzenia. Musieliśmy odłożyć tą podróż przynajmniej do przyszłego roku. Ale postanowiłam nie marnować tych wakacji. Po plażowym rajskim wypoczynku na Minorce, postanowiłam zabrać dzieciaki na city break, czyli miejski wypoczynek. Padło na Warszawę i Trójmiasto. Dlaczego akurat te miejsca? Po pierwsze, moje starszaki skończyły szóstą klasę, a najmłodszy synek rozpocznie we wrześniu przygodę ze szkołą i postanowiłam pokazać im trochę historii. Do tego połączenia kolejowe między Gorzowem Wlkp, Warszawą a Trójmiastem są obecnie bardzo dobre, jeśli nie doskonałe. Po trzecie, nasza podróż miała odbyć się na przełomie lipca i sierpnia, dokładnie w czasie obchodów 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Czy można było więc zaplanować lekcję historii w innym miejscu?

Ku mojemu zaskoczeniu, wiadomość o tym, że jedziemy do stolicy spotkała się ze strony moich dzieci z ogromnym entuzjazmem. Sami już zimą rozpoczęli planowanie miejsc, które chcieli odwiedzić. Oczywiście żeby załapać się na najlepsze ceny, musiałam przygotowania do podróży zacząć już w styczniu. Od razu było wiadomo, że jedziemy, jak rok temu, z moją mamą, więc wszystkie koszty mnożyliśmy razy pięć. Z tego powodu od razu wykluczyliśmy z transferu taksówki i byliśmy zdecydowani na podróżowanie stołeczną, sopocką i gdańską komunikacją miejską.

Dzień 1. Warszawa – najtańsza opcja wcale nie oznacza braku komfortu!

Na pierwszy odcinek trasy koleją wybrałam standard 2 klasy w składzie pociągu TLK. Podróż trwała 6 godzin, przedział dzieliliśmy z trzema obcymi pasażerkami, co początkowo niespecjalnie podobało się dzieciakom, ale szybko się przyzwyczaili. Podróż na pewno utrudniał nam upał, a pociągi TLK nie oferują podróżnym klimatyzowanych przedziałów, chyba, że w pierwszej klasie. Na szczęście zabraliśmy wodę, a podczas podróży po przedziałach jeździł minibar, więc mogłyśmy z mamą wypić gorącą kawę, a dzieciakom kupić napoje i słodkie przekąski. Sześć godzin to bardzo dużo czasu na to, na co na codzień mamy mniej czasu, czyli czytanie, planszówki, czy rodzinne quizy. Jednak największym zainteresowaniem i tak cieszyły sie smartphony 🙁

Jeśli chodzi o noclegi, Booking.com znów okazał się bardzo pomocny. Za zaskakująco niskie pieniądze (około 150zł/noc) udało mi się znaleźć dość komfortowy apartament na zamkniętym osiedlu blisko centrum, tuż przy centrum handlowym Arkadia. Opinie o apartamentach P&O Apartments Arkadia były przewazająco dobre, choć zdarzały się też gorsze, dlatego do końca obawiałam się, że trafimy na kiepski lokal. Okazało się jednak, że wybór był dobry. Choć brakowało kilku udogodnień opisanych w ofercie, jak zmywarka, kieliszki do wina, czy działąjąca pralka, mieszkanie było naprawdę ładne, przestronne i wygodne. Przeszkadzał nam hałas ulicy, ale tego trudno uniknąć w centrum Warszawy.

Apartamenty P&Q Arkadia znajdują się pięć kroków od stacji metra Dworzec Gdański, skąd mieliśmy doskonałe połączenie z całą stolicą, bo w jednym miejscu znajdowały się przystanki metra, tramwajowe i autobusowe. Żeby nie tracić zbyt dużo pieniędzy na jednorazowe bilety, kupowaliśmy bilety dobowe i trzydniowe. Jest to bardzo korzystna opcja, do tego jeden bilet upoważnia do podróżowania wszystkimi środkami komunikacji miejskiej, a dzieci do rozpoczęcia nauki w szkole, oraz niepełnosprawni i ich opiekunowie jeżdżą za darmo. W rezultacie kupowaliśmy tylko ulgowe bilety dla mojej mamy-emerytki i Emila.

Pierwszego dnia poszłam dzieciakom na duże ustępstwa. Chcąc wynagrodzić im trudy długiej podróży, zgodziłąm sie na spacer do pobliskiego centrum handlowego ARKADIA. Musiałyśmy z mamą zacisnać zęby i pozwolić dzieciakom nacieszyć oczy i żołądki w tym popularnym centrum…

Dzień 2. Centrum Nauki Kopernik i Planetarium

CNK miał być najjaśniejszym punktem tej wycieczki. Paradoksalnie, pomimo wielu atrakcji jakie oferuje, okazał się jednym z najmniej ciekawych. To nasza subiektywna ocena, ale wzięłam pod uwagę wrażenia dzieci, moje i mojej mamy. Centrum faktycznie udostępnia wiele naprawdę ciekawych ekspozycji, jak teatr robotów, niektóre zręcznościowe atrakcje dla dzieci, czy multimedialne psychotesty, ale całość jest mało kolorowa, wręcz męcząca, ludzi jest strasznie dużo, przez co do ciekawszych atrakcji trzeba poczekać w kolejce. To może być ciekawe miejsce dla młodszych nastolatków, ale Maciek (7-latek) bardzo się nudził. Do tego jedzenie na wagę w bufecie cholernie drogie. Planowaliśmy zabawić tam cały dzień, a wyszliśmy już po 3 godzinach. Mimo wszystko przyznam, że warto odwiedzić to miejsce z dziećmi, bo jeśli mają rozbudzić w sobie małego Einsteina, to możliwe, że inspirację znajdą właśnie tutaj.

Zupełnie inne wrażenie zrobiło na nas planetarium, od którego rozpoczęliśmy zwiedzanie Centrum. Bilety na seans „Ziemia, Księżyc, Słońce” kupiłam z wyprzedzeniem przez aplikację CNK. Projekcja odbywa się w nowoczesnej sali kinowej pod ogromnym półkolistym ekranem, który otacza widza z każdej strony. Film skierowany do dzieci, młodzieży i dorosłych jest zabawny, bardzo ciekawy i pouczający. Poprzedza go prezentacja na żywo, podczas której można pogłębić wiedzę na temat wszechświata, a jest skierowana głównie do dzieci. Seans trwa około 50 minut. W ofercie są też inne prezentacje muzyczno-filmowe.

Bardzo podobała nam się wizyta w Planetarium CNK. Poza salą kinową, planetarium oferuje edukacyjne multimedialne atrakcje dla zwiedzających. Polecam każdemu. Bilety do Planetarium można kupić osobno, bez konieczności kupowania biletów do części głównej CNK, tylko żeby załapać się na wybrany seans, lepiej ściągnąć aplikację i kupić bilety z wyprzedzeniem.

Samo Centrum Nauki Kopernik mieści się przy Bulwarach Wiślanych, niedaleko Warszawskiej Syrenki, więc czekając na zarezerwowaną godzinę wejścia do CNK, można odbyć bardzo przyjemny spacer brzegiem rzeki:-)

 

Plac Zamkowy i obiad w lokalu słynnej restauratorki…

Mieliśmy jeszcze całe wolne popołudnie, więc udaliśmy się na Plac Zamkowy, najpierw autobusem, a potem krótkim spacerkiem przez Skwer Orgelbranda.

Dzieci chciały zobaczyć Kolumnę Zygmunta, zwiedzaniem samego zamku nie były zainteresowane. Miło było ugasić pragnienie lemoniadą z imbirem sprzedawaną na rynku. Szukaliśmy też przyjemnego miejsca na obiad, a skoro byliśmy przy Świętojańskiej, nie dało się nie zauważyć restauracji „Polka” Magdy Gessler. Byłam przerażona widząc entuzjazm dzieciaków, zwłaszcza Emila, który jest fanem „Kuchennych Rewolucji”. Obawiałam się przede wszystkim cen w restauracji słynnej restauratorki. Na szczęście menu można przeczytać przed wejściem, okazało się, ze ceny wcale nie są wygórowane względem innych warszawskich lokali. Na wszelki wypadek uprzedziłyśmy z mamą dzieci: „tylko nie szalejemy!”, haha.

Jak się okazało, nie było to potrzebne, bo ulubione dania moich dzieci mieściły się w menu dla dzieci, lub w przystawkach, więc ceny nie były wygórowane. Dzieciaki jadły placki ziemniaczane, kotleciki z kurczaka z frytkami, zestaw obiadowy z filetem z kurczaka i mizerią (wszystko chwaliły), a my skosztowałyśmy dań na bazie grzybów. Muszę pochwalić zupę kurkową, pełną kurek (co zwykle się nie zdarza!), sos z prawdziwków też obfitował w grzyby. Było faktycznie smacznie jak u mamy, czyli… tak jak w domu. Spodziewaliśmy się wielkich kulinarnych zaskoczeń, a kuchnia polska w restauracji „Polka” jest po prostu faktycznie polska, normalna. Ale smaczna, oraz wcale nie droga. Jak się później okazało, poza pizzą zamówioną na wynos, był to nasz najtańszy obiad podczas tego wyjazdu!

Po obiedzie udaliśmy się na spacer po centrum, chwilami moczył nas deszcz, potem ogrzewało słońce. Trochę komiczne wrażenie robi pomnik L.Kaczyńskiego ustawiony w sąsiedztwie pomnika Marszałka Piłsudskiego, ale tego postanowiłam przy dzieciach nie komentować…

Cieszę się, że mieli okazję przespacerować się Placem Marszałka Piłsudskiego i przyjrzeć się przygotowaniom do państwowych uroczystości obchodów 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego przy Grobie Nieznanego Żołnierza, który tak dobrze znają z obrazów medialnych, choć pogoda tego popołudnia była raczej kapryśna.

  

 

Dzień 3. Muzeum Powstania Warszawskiego (w przeddzień rocznicy jego wybuchu)

Już drugi raz miałam okazję zwiedzać ten obiekt i po raz kolejny zrobiłam to z wielką chęcią. Spacer po muzeum to emocjonalnie silne doświadczenie. Obiekt sprawia wrażenie niedużego budynku, a jednak mieści w sobie naprawdę wyjątkowe ekspozycje. Chwilami uczucie zaciekawienia miesza się ze smutkiem, szokiem, to znów fascynacją (u chłopców) eksponatami militarnymi. Warto stanąć w niedługiej kolejce i obejrzeć film „Miasto Ruin” na końcu wystawy, a potem udać się do stylowej restauracji z tarasem, zjeść jeden z tradycyjnych polskich deserów i oddać się zadumie.

Wydaje mi się, że MPW zaciekawiło każde z moich dzieci, Natalka skupiała się na kompletowaniu kartek z kalendarza dokumentujących każdy dzień Powstania, przysiadała z zaciekawieniem przed ekranami wyświetlającymi powstańcze dokumenty. Maciek skupiał się raczej na czołgach i karabinach, ale też pokój dziecięcy nie umknął jego uwadze. To była dobra okazja żebym opowiedziała mu trochę o historii, nie wywołując niepotrzebnie zbyt silnych emocji, a miejsce, w którym się znajdowaliśmy na pewno pomogło mu umieścić wydarzenia we właściwej scenerii i atmosferze. Emil zwiedzał muzeum w ciszy, nie przeszkadzałam mu, chciałam by sam poradził sobie z ogromem całkiem zrozumiałych już dla niego tragicznych informacji, jakie wynikały z wystawy.

Po wyjściu z muzeum nie dało się nie zauważyć dość dużego zamieszania związanego z przygotowaniami do obchodów rocznicowych, ale to również stanowiło pewien rodzaj atrakcji dla nas. Przy muzeum, po drugiej stronie ulicy, można zjeść z „okienka” pyszne frytki belgijskie, koniecznie spróbujcie!

Stamtąd przespacerowaliśmy się ulicą Prostą i Świętokrzyską pod Pałac Kultury i Nauki, podziwiając warszawskie wieżowce.

 

Pałac Kultury i Nauki, Galeria Figur Stalowych

Do PKiN udaliśmy się przede wszystkim żeby wjechać na taras widokowy, ale przy okazji chłopaki byli bardzo ciekawi stalowych figur, które można podziwiać w sali ratuszowej. Wystawa robi porządne wrażenie już od wejścia – legendarne auta w skali 1:1, bohaterowie filmów i bajek, a nawet żelazny tron ze słynnego serialu fantasy. Samo pomieszczenie, w którym mieści się wystawa nie jest duże jak na ilość eksponatów, ale zwiedzanie trwa około godziny, bo do każdego auta można wejść, na każdy motocykl usiąść i do każdego bohatera się przytulić (Maciek długo czuwał przy Spidermanie, jego ulubieńcu, jakby czekał aż ożyje, haha, a ja „przykleiłam się” do Jack’a Sparrow), a to trochę trwa. W galerii nie ma tłumów, być może dlatego, że bilety są dość drogie (my wszyscy mogliśmy wejść na ulgowych, zapłaciliśmy łącznie około 80zł). Zdecydowanie ciekawe miejsce do odwiedzenia!

      

Do tarasu widokowego trzeba było trochę postać w kolejce, gdyż winda wioząca odwiedzających na szczyt zabierze ich jednorazowo tylko kilkunastu. Na pewno warto zobaczyć z góry całe miasto, piękną mamy stolicę 🙂

 

Dzień 4. „Jak VIP” na Stadionie Narodowym i Godzina „W”

Bezdyskusyjnie PGE Narodowy to największa atrakcja dla Maćka! Moment kiedy otworzyły się przed nami trybuny i widok jego zaskoczonego uśmiechu pełnego zachwytu wart był całego tego wyjazdu!

W ostatniej chwili udało nam się załapać na tematyczną wycieczkę z przewodnikiem „Poczuj się jak VIP”, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć nie tylko szatnie naszych piłkarzy, ale również usiąść na ich miejscach w sali konferencji prasowych, obejrzeć pomieszczenia dla dziennikarzy, czy wejść do loży VIP-owskich. Przewodnik przekazał nam wiele ciekawostek, o których nie mieliśmy pojęcia, Emila ciekawiły głównie liczby, które padały i dowiedzieliśmy się też nareszcie dlaczego nanoszenie nowej murawy kilkakrotnie w ciągu roku jest bardziej opłacalne od jej stałego utrzymania… Kupiliśmy też wiele pamiątek, które na pewno przydadzą się nam podczas kibicowania każdej naszej sportowej Reprezentacji ;-)\

   

Bezdyskusyjnie jest to punkt obowiązkowy dla każdego, kto jeszcze na PGE Narodowym nie był, a zwłaszcza dla dzieciaków!

Kiedy miasto zamiera: Godzina „W”

Moment kiedy w stolicy zawyły wszystkie syreny zastał mnie i Emila w jednej ze śródmiejskich pizzerii. Wyszliśmy na zewnątrz by oddać hołd Powstańcom. To był bardzo wzruszający moment, z okolicznych budynków na ulice wychodzili ludzie, wśród nich wielu obcokrajowców. Wszyscy byli przygotowani na ten moment, stawali na baczność, lub z ręką na sercu. Choć dźwięk syren ledwo przebijał się przez wysokie budynki, które nas otaczały, chwila była i tak wyniosła. Mama, Natalka i Maciek obserwowali wszystko z okien mieszkania. Tramwaje stanęły, tak jak autobusy i samochody, na minutę miasto rzeczywiście zamarło. Cieszę się, że mogłam razem z dziećmi doświadczyć tej chwili właśnie w Warszawie 🙂

 

Spacer Łazienkami Królewskimi na koniec wizyty w stolicy.

Dzieci tutaj, poza placem zabaw, raczej żadnych atrakcji nie dostrzegły, w przeciwieństwie do nas ;-). Ale taki spacer to bardzo przyjemna forma aktywności:-)

 

Dzień 5. Kierunek-Sopot na pokładzie Pendolino

Podróż między Warszawą a Sopotem trwa zaledwie 3,5 godziny i to zdecydowanie ZA KRÓTKO jeśli podróżujemy Expressem Intercity Premium! Uwielbiam kolej, a w takim wydaniu szczególnie! Klimatyzacja, dostęp do wifi, wygodne siedzenia, darmowe napoje, czyste toalety, do tego bezgłośna podróż, podczas której można prowadzić nawet ciche rozmowy, to wszystko w stosunkowo przystępnej cenie (choć wiadomo, że przy tylu osobach, koszt podróży musieliśmy i tak odczuć, dlatego dobrze się na taką wyprawę odpowiednio wcześnie przygotować!). Jedyny minus miejsc przy stoliku jest taki, że wokół jednego stanowiska zasiądą tylko cztery osoby, więc w naszym przypadku jedno musiało dzielić podróż z sąsiadami. Nie stanowiło to problemu (pomimo bardzo gadatliwego ‚handlarza luksusowymi autami’, jak zdołał się wykreować w swoich głośnych rozmowach telefonicznych…), bo Natalka całą drogę z słuchawkami na uszach słuchała muzyki, więc chętnie zajęła to osobne miejsce. My mogliśmy pograć w planszówki, wypić spokojnie kawę i porozmawiać podziwiając widoki za oknem (np. zamek w Malborku).

 

Sopot, bardziej zatłoczony niż Zakopane

Dworzec Główny w Sopocie znajduje się tuż przy ulicy Bohaterów Monte Cassino, czyli słynnym „Monciaku”, a pech chciał, że nasze mieszkanie znajdowało się po drugiej jej stronie bliżej morza. Chcąc niechcąc musieliśmy z torbami podróżnymi przedrzeć się przez tłumy obecne na głównej ulicy. Koszmar! To pierwsze okropne wrażenie pozostało ze mną już do końca pobytu w tym mieście. Nie znoszę tłumów, a tam czułam się dokładnie tak jak na zakopiańskich Krupówkach, o których pisałam tu ( https://serwer1768828.home.pl/autoinstalator/wordpress/?p=2901 )

W tak dużej ilości turystów ginie niezaprzeczalnie piękna architektura sopockich kamienic, a nawet wyjątkowa, szeroka plaża. Wiem, że nie da się tego uniknąć, Sopot to przecież jedno z najmodniejszych miejsc na Pomorzu, jednak subiektywnie oceniając panującą tam atmosferę, ‚napuszenie’ tego miejsca zwyczajnie mnie nie przekonało. Spędziliśmy w Sopocie kilka dni, chwilami przyjemnych, choć padający regularnie deszcz i wylewające się na ulicę tłumy, skutecznie psuły zarówno nasze plany, jak i pozytywne doznania.

 

Dzień 6. Wspaniały Gdańsk!

Jeśli coś mogło zamazać to pierwsze złe wrażenie w Trójmieście, to właśnie Gdańsk. Nie pierwszy raz odwiedzałam to miasto, ale chętnie do niego wróciłam i na pewno wiele razy będę jeszcze wracać. Po kilku dniach ciągłego zwiedzania i podróży, dzieciaki chciały już odpocząć, dlatego postanowiłyśmy, że to będzie ostatni dzień zwiedzania, a potem już tylko odpoczynek na plaży…

Z tego powodu musieliśmy upchnąć wszystkie nasze plany w tym jednym dniu. Było intensywnie, ale bardzo ciekawie 🙂

 

Muzeum II Wojny Światowej

To miejsce zupełnie inne niż wszystkie muzea, jakie do tej pory odwiedziłam. Po MIIW chodzi się w ciszy. Ta cisza, która zapewne spowodowana jest głównie tym, że prawie wszyscy zwiedzający noszą na uszach słuchawki z przewodnikiem, nadaje temu miejscu wyjątkowego klimatu. Nie ma też o czym tu za wiele gadać – komentarz jest zbędny, wszystko mieści się w wystawie, która jest starannie i mądrze przemyślana. Prowadzi nas od genezy światowego konfliktu i wszystkich jej barw w postaci rodzących się patologii i dyktatur komunizmu, faszyzmu i nazizmu, poprzez wybuchy i działania wojenne na całym świecie, po rozwiązania pokojowe i ich nie zawsze sprawiedliwe konsekwencje. Ta jedna wizyta może wiele nauczyć, a niezorientowanym wyjaśnić niezrozumiałe wciąż kwestie.

 

Niektórzy jednak okazują się wyjątkowo odporni na przekaz muzeum, jak choćby napotkana przez nas para czeskich nastolatków, pozujących do głupich selfie na tle swastyki i komunistycznego sierpa i młota…. (ręce opadają!). W wyciąganiu mądrych wniosków nie pomaga też, moim zdaniem, słabej jakości film „Niezwyciężeni” chwalący wyłącznie polską waleczność, który napotykamy opuszczając wystawę, ale na tą „atrakcje” akurat nie wszyscy, na szczęście, zwracają uwagę. Jest mi jednak smutno, że ktoś nie pomyślał o tym, że taki film do tego wyjątkowego muzeum po prostu nie pasuje, zarówno ze względu na tematykę, jak i estetykę, ale to już moja subiektywna ocena.

Tak czy inaczej z całego serca polecam wizytę w muzeum, zwłaszcza z dziećmi i młodzieżą.

Bilety wstępu nie są drogie, a taką wycieczkę warto sobie zafundować. Polecam skorzystanie ze sklepiku z pamiątkami, ceny znośne.

Europejskie Centrum Solidarności

To również była moja kolejna już wizyta w tym miejscu i znów mnie zachwyciła. Zestaw słuchawkowy z przewodnikiem skierowanym do rodzin z dziećmi – strzał w dychę! To bardzo ciekawa multimedialna podróż do przeszłości, dla mnie i dla mojej mamy sentymentalna, dla dzieciaków fascynująca i zaskakująca. Przewodnik kieruje nas przez kolejne sale wystawy i w bardzo ciekawy, chwilami zabawny sposób o nich opowiada, wplatając w opowieść daty i ważne wydarzenia historyczne. ECS to mój ulubiony obiekt muzealny, bardzo nowoczesny, bardzo multimedialny, niezwykle ciekawy.

 

Po zwiedzaniu można zjeść tradycyjny polski stołówkowy obiad w restauracji, która zapachem mielonego z buraczkami (;-)) zaprasza zwiedzających by wejść do środka 🙂 Zwiedzanie ECS-u jest tanie, cena przystępna dla wszystkich, a w sklepiku z pamiątkami można znaleźć prawdziwe skarby!

 

Westerplatte

Nie mogliśmy zwiedzić Gdańska bez odwiedzenia półwyspu Westerplatte. A jednak zwiedziliśmy go bardzo wybiórczo. Było już późno, a po zakupieniu militarnych pamiątek, dzieciaki nie miały już ochoty na długi spacer pod słynny Pomnik Obrońców Wybrzeża. Nie upierałyśmy się z mamą. Obie już tam byłyśmy wcześniej, Emil też widział pomnik rok temu, a Maciek i Natalia nie byli dalszym chodzeniem zainteresowani. Ograniczyliśmy się do spaceru deptakiem przy plaży do Cmentarzyka Poległych Obrońców Westerplatte, dzieci zobaczyły miejsce symbolicznego początku II Wojny Światowej, o którym właśnie w tym roku uczyły się podczas lekcji historii. Na razie to chyba wystarczy, a raczej musi wystarczyć, bo zaczynało robić się już ciemno, a my musieliśmy jeszcze pokonać 20-minutową podróż autobusem do dworca, a potem SKM-em (czyli szybką koleją trójmiejską) do Sopotu.

Dzień 7. i 8. Odpoczynek w Sopocie

Choć byliśmy nad morzem, to na plaży posiedzieliśmy tylko dwa razy i to dość krótko. To nie były upalne dni, chwilami dość intensywnie padało, a jak nie padało, to na plaży było zbyt wielu plażowiczów. Pochodziliśmy po molo, odwiedziliśmy kilka restauracji, spacerowaliśmy ładną promenadą na wydmach. Wszędzie było tłoczno, głośno i dość drogo. Polecam jednak skosztowanie deseru z nasion chia przy molo, oraz gruzińską restaurację i Browal Miejski Sopot na Monciaku, mają pyszne jedzenie!

Jeśli chodzi o naszą kwaterę, mogę ją polecić każdemu, komu nie przeszkadzają ukryte uroki mieszkania w starej kamienicy. Mieszkanie jest odnowione, urządzone z gustem, mieści się blisko morza i molo, przy słynnej ulicy Haffnera, w typowej sopockiej kamienicy z werandą. Brakowało nam balkonu, do zapachu klatki schodowej można się przyzwyczaić. Zdecydowanie jednak moim dzieciom mieszkanie w Sopocie przypadło do gustu dużo bardziej niż apartament w Warszawie, co jest dla mnie sporym zaskoczeniem…

Dzień 9. Powrót do domu komfortowym TLK!

Tu spotkało nas spore zaskoczenie. Pociąg relacji Gdynia Główna – Gorzów Wlkp. składa się jedynie z trzech wagonów, ale są to wagony zdeklasowane do klasy drugiej z klasy pierwszej, a co za tym idzie – mają przestronne sześcioosobowe przedziały i mega wygodne fotele! Jedzie się bardzo komfortowo, brakuje tylko wózka z minibarem i klimatyzacji, ale za cenę 140zł za 5 osób raczej aż takich wymagań mieć nie można! Warto jednak jeździć na tej trasie bo takie warunki w zwykłym składzie TLK to rzadkość. Dzieciaki wróciły zmęczone, ale zadowolone, przywieźliśmy sporo dodatkowego bagażu, bo pamiątek w tych wszystkich miejscach, które odwiedziliśmy, zebraliśmy sporo!

 

 

Na koniec kilka moich subiektywnych wskazówek:

1) Wybierając podróż SKM-em pamiętajcie o skasowaniu biletów przed wejściem na peron, w pociągach nie ma kasowników, a bilet nieskasowany jest nieważny (komiczna sytuacja i wstyd na całą Europę, bo to rozwiązanie przynajmniej nielogiczne)

  1. Bilety do muzeów lepiej kupować z wyprzedzeniem przez internet, wtedy łatwiej o przewodnika i atrakcyjniejszą opcję zwiedzania.
  2. Poruszając się po Warszawie warto kupować bilety jedno- lub trzydniowe, całe miasto i okolice są w strefie 1 (bo jest też strefa 2, ale podczas krótkiej wizyty raczej nie da się do niej trafić), a bilet upoważnia do podróżowania wszystkimi środkami komunikacji miejskiej (autobus, tramwaj i metro).
  3. Zawsze miejcie przy sobie Google Maps, to dużo lepszy przewodnik i doskonale precyzyjny, w odróżnieniu od życzliwych mieszkańców, dla których odległość jest zbyt często „na oko”, a numery środków komunikacji często się mylą 😉
  4. Kupując bilet kolejowy, przy większej grupie, tańsza opcja zakupu jest na Bilet Rodzinny, niż na Kartę Dużej Rodziny, nie rozkminiłam jeszcze dlaczego tak wychodzi, ale wychodzi taniej.
  5. Jeśli chcecie odpocząć w pociągu, na dłuższe podróże nie wybierajcie wagonów bezprzedziałowych, tylko te z przedziałami, zwłaszcza w EIC i EIC Premium. Są wygodniejsze i dają gwarancję prywatności.
  6. Korzystajcie z PKP tak często jak się da! To bezpieczne, tanie, ekologiczne i dużo wygodniejsze podróżowanie niż samochodem 😉

 

… i Maciuś, który nigdy nie marudzi, za to potrafi odpoczywać w każdych warunkach 🙂 🙂 🙂

   

 

 

Koszty:

mieszkanie w Warszawie: P&Q Arkadia – 640zł/4 noce/5osób + 300zł kaucji zwrotnej (wróciła na moje konto zaraz po wymeldowaniu)

mieszkanie w Sopocie: Kierunek SOPOT, Apartament Weranda – 1500zł/4noce/5osób RAZEM: 2140zł

bilety PKP: 152zł (TLK Gorzów Wlkp.-Warszawa) + 330zł (EIP Warszawa-Sopot) + 143zł (TLK Sopot-Gorzów Wlkp.) RAZEM: 625zł

wejściówki: 75zł (Centrum Nauki Kopernik/5osób) + 65zł (Planetarium CNK/5osób) + 80zł (PKiN Galeria Figur Stalowych) + 60zł (taras widokowy PKiN/5osób) + 55zł (Muzeum II Wojny /5osób) + 50zł (Muzeum Powstania Warszawskiego/5osób) + 89zł (PGE Narodowy opcja „Poczuj się jak VIP”/5osób) + 55zł (Europejskie Centrum Solidarności/5osób) RAZEM: 529zł

Bilety komunikacji miejskiej: 50zł (Warszawa/4dni/5osób) + ok.10zł (Trójmiasto/1doba/5osób) = 60zł

WSZYSTKIE KOSZTY: 3354zł/9dni/5osób (+ wyżywienie i pamiątki),

czyli niecałe 680zł na osobę 🙂

ps. Bardzo  żałuję, że nie udało się zawitać do Gdyni 🙁 Musielibyśmy wygospodarować jeszcze dodatkowe dwa dni, ale to na pewno jeszcze przed nami 😉

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!