Ja – nauczyciel, ja – rodzic… i pandemia.

Ja – nauczyciel, ja – rodzic… i pandemia.

Okiem nauczycielki

Obowiązkowa kwarantanna domowa od szkoły nie oznacza dla mnie nowych trudności. Oznacza co najwyżej zmianę trybu pracy. Nie obawiam się o moich uczniów, nawet o maturzystów. Wiem, że ze swojej strony zrobię tyle ile będę mogła by pomóc im zrobić TYLE ILE BĘDĄ MOGLI 🙂 I nic ponad to. Co to oznacza?

Mam to szczęście, że media społecznościowe nie są mi obce, a moi uczniowie są już nastolatkami, więc dla nich media społecznościowe też są naturalnym środowiskiem. Nigdy nie byłam przeciwniczką internetu i Facebooka, więc na szczęście nie muszę być teraz hipokrytką by stwierdzić, że Facebook ratuje obecną sytuację. Do nowych obowiązków podeszłam ze spokojem, z pokorą i entuzjazmem. Nie szukałam problemów, zaczęłam działać od razu.

Po pierwsze, utworzyłam w Messangerze grupy odpowiadające klasom/grupom uczniów, których uczę. To przecież takie proste! Dało mi to możliwość zdalnego nauczania na różne sposoby: mogę załączać im aktywne ćwiczenia online, przesyłać filmy, nagrywać wiadomości głosowe, łączyć się z nimi na żywo, lub nagrywać własne filmy, by uczniowie skorzystali z nich w dogodnym dla siebie momencie. Nie mogę wymagać by każdy uczeń miał dostęp do sieci. Ale mam przecież też możliwość poproszenia ich o wypełnienie czegoś w tradycyjnych podręcznikach, zeszytach ćwiczeń, czy na kartkach. Ważne, że w codziennych kontaktach z nimi przyjmuję zasadę: ONE AT A TIME, czyli nie zarzucam ich listą zadań, a raczej wrzucam jedno krótkie, by wykonanie go nie zajęło im dłużej niż 20 minut.

Moi uczniowie to mix osobowości, biorę to po uwagę, dlatego cieszę się, że oni swoje prace mogą przesyłać mi również w dowolnej dla siebie formie: zdjęć swoich odręcznie napisanych prac, printscreenów wypełnionych online ćwiczeń, odpowiedzi zapisanych w zwykłej wiadomości Messangerze, lub też w formie wiadomości głosowej lub krótkiego filmiku. Najważniejszym dla mnie kryterium w tej chwili jest to, by każdy z nich czuł się bezpiecznie.

No właśnie – bo o bezpieczeństwie psychicznym uczniów najbardziej zapomniano w tym całym zamieszaniu. Ministerstwo skupia się wyłącznie na realizacji podstawy programowe. Ale ja nie jestem jej strażnikiem! Jestem tu dla ucznia, a nie dla ministra. Nie będę terrorystką. Zamiast wymagać sztywno dostarczenia prac na czas, otwarcie mówię uczniom, że korzystanie z materiałów, które im udostępniam, a tym bardziej realizacja zadań jest dobrowolna! Zaskakujące, co? Spokojnie – jednocześnie obiecuję im nagrody za ich wykonanie. Nie wstawiam złych ocen. Wstawiam im tylko piątki, a ponadto każdą ich pracę oceniam indywidualnym komentarzem. Każda nowa piątka to dowód ich chęci rozwoju, zaangażowania, to dowód ich próby zmierzenia się z zupełnie nową rzeczywistością, w jakiej przyszło nam teraz żyć. Sama jestem zaskoczona ilu z nich decyduje się korzystać z materiałów, które im udostępniam, pomimo braku obowiązku! Młodzi ludzie naprawdę potrafią się zorganizować, nie trzeba ich straszyć karą by samym sobie stawiali wymagania 🙂  Zamiast fundować im kontrolę, obdarzam ich z góry zaufaniem. Wiem, że to przynosi lepsze efekty. Doceniam każdy ich wysiłek, ale szanuję też fakt, że niektórym nie w głowie teraz nauka….

Wielu z moich uczniów to młodzi pracownicy. Wielu do tej pory pracowało codziennie po szkole. Nie zawsze podjęcie przez nich pracy wynika z chęci zarobku na swoje młodzieńcze zachcianki – zdarza się, i to dość często, że te dzieciaki pracują by pomóc swojej rodzinie. W obecnej sytuacji wielu z nich jest pozbawionych tej możliwości. To dla niektórych może być cholernie trudna sytuacja. I właśnie ja, nauczyciel, powinnam to wszystko rozumieć. Jak również to, że uczeń też człowiek, więc mierzy się w tej sytuacji dokładnie z takimi samymi trudnościami jak my wszyscy!

Okiem rodzica

Odkąd koronawirus wdarł się do naszej codzienności, życie mojej rodziny musiało poddać się nowemu porządkowi. Wstajemy z mężem o 7.00 i póki dzieciaki jeszcze śpią, lub pomału się budzą, pracujemy. Nasza gościnna sypialnia musiała przyjąć funkcję biura mojego męża, ja na szczęście mogę „pracować z łóżka”. Pierwsze trzy godziny nowego dnia to moja bezpośrednia praca z uczniami, potem wracam do niej już tylko wyrywkowo do późnego wieczora. Uznałam za punkt obowiązkowy rodzinne śniadania, więc wszyscy musimy zrobić na nie przerwę i usiąść razem do stołu! Od 11.00 zaczynamy domową szkołę moich dzieci. W tym pierwszym tygodniu nie mieli łatwo – ich nauczyciele również zostali zaskoczeni nową sytuacja i nie wszyscy zdąrzyli nabrać do niej dystansu…

Po 15.00 bezwzględnie kończymy odrabianie lekcji, niezależnie od stopnia wykonania zadanych prac. Oczywiście mamy mimo wszystko mnóstwo zaległości po tym pierwszym tygodniu. Mam jednak nadzieję, że od jutra nauczyciele moich dzieci odważą się trochę im odpuścić 🙂

W tym miejscu chciałabym wyrazić uznanie dla wychowawczyni Maćka, która w piątek jako zadanie domowe, poprosiła by posprzątał swoje biurko 🙂 🙂 🙂 Okazuje się, że tu autorytet nauczyciela zadziałał dużo lepiej niż moje prośby! Biurko zostało w mig  posprzątane, haha:) Brawo!

Słusznie zdystansowanym poczuciem obowiązku wykazał się również nauczyciel w-fu – listę zadanych dzieciom ćwiczeń wykonujemy codziennie razem i niejedna „podstawa” jest dzięki temu realizowana, haha:) Szacunek!

Okiem Ziemianina

Wirus przeminie, a my będziemy musieli wrócić do starych obowiązków w nowej rzeczywistości. Nic już nie będzie takie samo. Ale warto tą nową układankę składać z dobrych elementów. Właśnie nad nimi wszyscy pracujemy.

Na koniec – dużo ostatnio narzekam: na nadmiar pracy, na rząd, na MEN, na innych nauczycieli, na brak odpowiedzialności u ludzi.

Ale ponad wszystko jestem wdzięczna za ten „wirus z koroną”. Dał mojej rodzinie wspólny czas na wyłączność. Oczyścił niebo z silnikowych brudów i widzę je teraz wreszcie czyste, bez białych pasów, kiedy leżę w ogrodzie na macie. Wirus dał nam też czas na uzdrowienie klimatu, którego jeszcze miesiąc temu już nie mieliśmy. Dowiedzieliśmy się też, że jest możliwe żebyśmy zwiększając fizyczny dystans, przytulili się wszyscy do siebie 🙂 

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!