Odmładzanie luksusowe, czyli we własnym domu ;-)

Odmładzanie luksusowe, czyli we własnym domu ;-)

„Olka, mnie nie stać na takie kosmetyki”

„Ale to drogie!”

„O matko, w życiu nie wydam tyle na krem!”

To najczęściej powtarzane komentarze każdej przyszłej miłośniczki kosmetyków, którym zaufałam  🙂  Zawsze kiedy je słyszę, wiem, że niebawem będę z tymi dziewczynami wymieniać się pozytywnymi komentarzami dotyczącymi tych właśnie „drogich” kremów i innych kosmetyków….

Skąd u mnie pewność, że same zostaną miłośniczkami marki, której najtańszy na rynku produkt – wybielająca pasta do zębów – kosztuje ponad 57zł?

Nuskin jest pionierem w technologiach z dziedziny anti-aging, czyli odmładzającaych i antystarzeniowych, dlatego składniki tego typu zawarte są w większości produktów firmy. Sprawia to, że nawet malując usta, dbam o ich odmłodzenie. Ale to nie wszystko.

Zacznijmy od tego, że cena większości kosmetyków, które używamy na co dzień w nawet 80% jest kosztem marketingu, jaki za ich markami stoi. Jeśli więc wydam 30 zł na balsam do ciała, mogę być pewna, że rzeczywista wartość jego zawartości wynosi 6zł. Czy to możliwe, żeby za cenę 6 zł otrzymać produkt, który jest stworzony przez naukowców i doświadczonych kosmetologów, bezpieczny dla skóry, przebadany przez zespół ekspertów, nie zawiera składników szkodliwych, w tym rakotwórczych, do tego ładnie pachnie i jeszcze odżywia skórę? Nie, to nie jest możliwe! Kosmetyk za 6 zł można sobie, zupełnie szczerze, przygotować we własnej kuchni. Zamiast kupować kosmetyki w drogerii, można zrobić sobie maseczkę z maślanki, czy ogórka, albo peeling z miodu, cukru i cytryny i oliwy. Naprawdę dużo lepiej posłuży to skórze niż krem z drogerii za 30 zł! Piszę to zupełnie serio.

Jeśli jednak decydujemy się wydać kilkadziesiąt złotych w drogerii, nie miejmy złudzeń – płacimy między innymi za opakowanie, ale przede wszystkim za jego reklamę. Najmniejszy koszt takiego kosmetyku dotyczy jego produkcji. Co dostajemy w zamian? Najczęściej ładnie opakowany, pachnący kosmetyk, który daje nam chwilowe złudzenie odżywienia, jednak w przeważającej większości przypadków to naprawdę tylko złudzenie.

Zupełnie inaczej jest z kosmetykami, które szczerze pokochałam i którym poświęcam ten wpis.  Kosztują teoretycznie więcej niż kosmetyki innych marek. Ale wiem, że te pieniądze to inwestycja w jakość i skuteczność, to inwestycja w moją młodość – bez skalpela. W głównej siedzibie firmy w stanie Utah w USA, w laboratoriach pracuje 75 naukowców i to ich zaawansowane badania i innowacyjne rozwiązania, stosowane zarówno w kosmetykach, jak i urządzeniach do pielęgnacji, dają gwarancję jakości marki. Z resztą, ma to też swoje odzwierciedlenie w licznych plebiscytach jakości, seria AgeLOC produkcji Nuskin otrzymuje regularnie już nagrody za innowacyjność i skuteczność w dziedzinie produktów przeciwstarzeniowych.

Cechą wspólną wszystkich produktów Nuskin jest ich wydajność. Ponieważ każde opakowanie kremu, czy żelu, wypełnione jest składnikami odżywczymi po brzegi, wystarczy niewielka aplikacja by zadziałały. W rezultacie wydaję jednorazowo więcej, by cieszyć się takim kosmetykiem znacznie dłużej!

Pytacie więc czy dużo wydaję na moje kosmetyki codziennego użytku? Gwarantuję Wam, że znacznie mniej niż statystyczna Polka w moim wieku 😉 Kupuję ich mniej i rzadziej, wiele z kosmetyków, które używam ma działanie kombo, czyli pełni kilka funkcji, zamiast jednej 🙂 Ale do rzeczy!

Obiecałam opowiedzieć o każdym z moich ukochanych kosmetyków, więc oto one:

EPOCH GLACIAL MARINE MUD, czyli maska błotna z glinki polodowcowej.

To wielozadaniowa maseczka z morskiego mułu polodowcowego zalegającego w odległych zakątkach kanadyjskiej Kolumbii Brytyjskiej. Podobno pomysł użycia tego surowca wziął się z opowieści miejscowych o tym jak mieszkające tam dawniej kobiety, próbując z tej glinki wyrabiać produkty garncarskie, zauważyły jej zbawienny wpływ na skórę dłoni. Materiał okazał się marnym środkiem do produkcji garnków, ale doskonałym kosmetykiem 🙂

 

 

Początkowo robiłam sobie tą maseczkę co trzy dni. Teraz wystarczy mi raz w tygodniu. Jak działa? Przede wszystkim oczyszcza moją skórę ze wszystkich toksyn, usuwa stary obumarły naskórek i pobudza nowy do odbudowy. Dzięki temu skóra staje się widocznie zdrowsza, napięta, a w rezultacie rozjaśniona i odmłodzona. Poza tym glinka doskonale usuwa wszelkie wypryski, przebarwienia, oraz oczyszcza i zmniejsza pory. Bardzo przyjemnie się ją aplikuje, błyskawicznie wysycha i po pięciu minutach moja skóra jest odżywiona jak po drogim zabiegu w SPA 🙂 Można używać ją nie tylko na twarz, ale na całe ciało. Używa jej moja córka, jest w okresie dojrzewania, więc to doskonały środek w jej walce z pryszczami! Można ją też używać punktowo, na pojedyncze wypryski. Ja tak robię, jeśli zauważę, że coś wykluwa mi się spod skóry – wieczorem kuracja punktowa, rano po pryszczu ślad znika!

Taka maseczka kosztuje ze zniżką 135zł i wystarcza mi na minimum 3 miesiące, ale zwykle na dłużej.

AP-24 WHITENING FLUORIDE TOOTHPASTE, czyli wybielająca pasta z fluorem.

Ta pasta to hit Nuskin i jak dotąd najpopularniejszy kosmetyk tej marki. Opatentowany kluczowy składnik AP-24, oraz specjalna formuła wybielająca, niezawierająca szkodliwych nadtlenków, sprawiają, że już po pierwszym użyciu można dostrzec efekt jaśniejszego uśmiechu. To zasługa doskonałego działania czyszczącego, pasta doskonale usuwa kamień nazębny i chroni przed jego ponownym osadzaniem się. Mam za sobą przeróżne zabiegi wybielające, w tym bardzo drogie wybielanie laserowe, którego efekt utrzymał się AŻ dwa tygodnie… Mam tzw. żółtą kość, więc moje zęby nigdy nie były śnieżnobiałe. Ale efekt rozjaśnienia, jaki był już mocno widoczny po pierwszych trzech tygodniach używania tej pasty przeszedł moje oczekiwania. Możecie same ocenić na zdjęciu 😉

Pasta kosztuje nieco ponad 57zł i również posłuży Wam przez 3 miesiące, bo jednorazowo wystarczy nakładać na szczoteczkę ilość równą małemu ziarenku grochu.

 

NUTRICENTIAL CREAMY HYDRATING MASQUE, czyli krem-maska nawilżająca i nawadniająca.

Podstawowe zalety tej maski to: oczywiście wydajność, oraz uniwersalność, bo jest zbawienna dla każdego rodzaju skóry i na każdej skórze faktycznie się sprawdza. A to dlatego, że pozbawiona jest wszystkich składników, które mogłyby skórze zaszkodzić, a wypełniona jest tymi, które ją odżywiają (izomerat sacharydowy, stearynian izocetylu, oraz gliceryna). Można ten produkt używać jak maskę, czyli nałożyć na skórę na 10 minut i spłukać, ale najlepiej służy jako codzienny krem na dzień i na noc i tak właśnie ja go używam. Doskonale łączy się z maseczką błotną jako środek nawilżający po oczyszczeniu. Ta maska nie tylko ujędrnia skórę i wiąże w niej wilgoć, więc chroni przed wysuszeniem, ale też zwiększa odporność skóry i chroni ją przed wpływem miejskich zanieczyszczeń. Jest to produkt całkowicie bezpieczny, używa go również moja nastoletnia córka 🙂

Pięknie delikatnie pachnie. Ze zniżką kosztuje 125zł i również wystarczy Wam na minimum 3 miesiące!

 

EPOCH BAOBAB BODY BUTTER, czyli masełko z baobabu.

Co to jest za cudo!!!! Kurcze, gdybym tylko mogła Was przez ekran posmarować, choć kawałek dłoni, zakochałybyście się od razu! To jest mus, masełko, krem do twarzy, „kołderka” dla ciała, krem na podrażnienia, aromaterapia (pachnie tak kojąco i delikatnie!), krem przeciw rozstępom i na rozstępy już istniejące (FAKTYCZNIE ZMNIEJSZA ICH WIDOCZNOŚĆ!). Magiczna mieszanka wyciągów roślinnych, w tym masła shea, oleju z orzechów makadamia oraz pulpy z owoców baobabu afrykańskiego. To doskonały pomysł na prezent dla ciężarnej przyjaciółki (moja Ewka już go ma!). Bardzo szybko i łatwo się rozprowadza i błyskawicznie zmiękcza skórę. Moje dzieci smarują nim twarze 🙂 Odżywia, zmiękcza, nawilża, wygładza, zwiększa sprężystość skóry i ujędrnia. Można stosować je miejscowo, np. na ciążowy lub poporodowy brzuszek, lub jako balsam do całego ciała. Słyszałam też, że niektórzy stosują je też na blizny! Masełko kosztuje ze zniżką niecałe 150 zł i w zależności od tego jak je używacie, posłuży Wam od 4 tygodni (jeżeli codziennie będzie stosować go jako balsam do ciała) do 3 miesięcy (jeśli np. będzie tylko kremem na miejsca podatne na rozstępy).

MOISTURE RESTORE INTENSE MOISTURIZER, czyli krem na noc.

To mój pierwszy odmładzający krem na noc. Wspomaga nocną odnowę komórek, dzięki temu zmniejsza moje zmarszczki mimiczne podczas spokojnego snu. Nakładam go przed snem na skórę twarzy i szyi. Budzę się z gładką, wciąż nawilżoną skórą, krem zapobiega uczuciu suchości nawet przez całe długie zimowe noce 🙂 Kosmetyk z serii anti-aging, więc jest nieco droższy od pozostałych, kosztuje ok. 190 zł i kończy mi się właśnie, a używam tego opakowania od początku lutego!

EPOCH SOLE SOLUTION, czyli zmiękczający krem do pięt/stóp.

Mam bardzo suchą skórę ze skłonnością do pękania, co jest szczególnie skumulowane na moich stopach. Moje pięty mogłyby służyć za pumeks dla innych stóp… Serio! I naprawdę pozbyłam się tego problemu już po tygodniu stosowania Sole Solution! Zawiera sproszkowane ziele angielskie, stosowane przez rdzennych mieszkańców lasów deszczowych Ameryki Środkowej jako środek kojący suchą, popękaną skórę na piętach, palcach i bokach stóp. Mam go w szafce nocnej przy łóżku i nie zasnę jeśli nie posmaruję nim stóp. Wystarczy niewielka ilość, by stały się miękkie i ukojone do snu 🙂 Krem kosztuje ze zniżką około 100zł. Jeśli macie, tak jak ja, problem z pękającymi piętami i zrogowaciałą skórą na stopach, nie szukajcie już nic innego, tylko zamówcie sobie ten krem. To pewniak, daję gwarancję 😉 On nie tylko zwalcza skutki, ale przede wszystkim naprawia przyczyny pękających pięt.

NUTRIOL SHAMPOO, czyli szampon pielęgnacyjny do skóry głowy i odżywczy dla włosów.

 

Właściwie to szampon mojego męża, ale często mu go podbieram, bo po nim moich włosów jest jakby jeszcze więcej, są gładkie i mocne i nie przetłuszczają się bardzo długo. To kuracja w przystępnej cenie dla każdego łysiejącego faceta, ale też dla każdej z Was, jeśli narzekacie na cienkie, wypadające włosy. Już po pierwszym umyciu zauważycie, że włosy są bardziej puszyste, gładsze i wyraźnie mocniejsze.

Choć to nie jest szampon przeciwłupieżowy, dzięki składnikom odżywczym do skóry głowy, poradzi sobie również z tym problemem 🙂 Ciekawostka na koniec – Nutriol Shampoo po kilku myciach zlikwidował też długotrwałą, nawracającą ciemieniuchę u mojego synka 🙂 Myślę, że jest to spowodowane tym, że ten szampon przede wszystkim leczy skórę głowy, stąd odbudowa cebulek i zwiększenie ilości włosów na łysiejącej głowie mojego męża 😉

Ze zniżką szampon kosztuje niecałe 180zł. Stosowany na długie włosy, pewnie skończy się po kilku tygodniach. Ale mój mąż ma go już ponad pół roku i jeszcze się nie kończy, choć dość często mu go podbieram;-)

RENU HAIR MASK, głęboko odżywiająca maska do wszystkich typów włosów.

 

Ta maska to hit jednej z promocji grudniowych. Kupiłam ją właśnie wtedy, miała mi służyć na cztery kuracje (mam długie i grube włosy), a mam ją do dziś. Raz na 2-3 tygodnie robię sobie kurację odżywczą, czyli po umyciu, nakładam tą maskę na 10 minut na włosy i tyle mi wystarczy, żeby przez kolejnych kilkanaście dni mieć mocne, gładkie, lśniące i niewypadające włosy 🙂 Zdarza mi się też smarować nią końcówki włosów po wygładzeniu ich prostownicą.  Gdybym jeszcze regularnie używała szamponu Marcina, to chyba mogłabym moimi włosami robić reklamy telewizyjne szamponów! Naprawdę efekt wzmocnienia i wygładzenia jest bardzo wyraźnie odczuwalny od pierwszego użycia. Maseczka też pięknie pachnie.

Ze zniżką kosztuje około 120zł 😉

Błyszczyki i balsamy do ust

Nie jestem w stanie zdecydować, który jest moim ulubionym, kocham wszystkie!

NU COLOUR CONTOURING LIP GLOSS

Błyszczyk stale konturujący i powiększający usta. Nie tylko optycznie, ale i realnie powiększa usta, nadając im kontur, dzięki składnikom stymulującym produkcję kolagenu. Do tego efekt podkreślenia i nabłyszczenia ust utrzymuje się przez dobrych kilka godzin, więc nie ma potrzeby poprawiania makijażu co chwilę. Za to cenię go najbardziej! Mocno wygładza trwale usta i je odmładza. Dostępny jest w trzech odcieniach, mój ulubiony to Beige.  Kosztuje ok. 90zł, oczywiście wystarcza na bardzo długo. Ja swój pierwszy kupiłam ponad rok temu. Skończył się niedawno… 😉

NU COLOUR LIP PLUMPING BALM

Nawilżający pompujący balsam do ust. To balsam ochronny, który jednocześnie delikatnie je powiększa. Daje efekt lekkiego delikatnego mrowienia, dzięki zawartemu w nim mentolowi. Mocno nawilża moje usta. Mam go zawsze w torebce, to bardzo elegancki, poręczny, zachowujący młodość ust kosmetyk. Cena ze zniżką ok. 120zł.

SMILE POP LIP GLOSS, czyli odświeżający błyszczyk do ust.

Jest sprzedawany osobno, lub w komplecie z pastą wybielającą jako BRIGHT SMILE DUO, albo też w zestawie z innymi produktami AP24, czyli ze sprayem odświeżającym oddech i pastą ANTI-PLAQUE. Ja używam ten błyszczyk zwykle wieczorem przed pójściem spać, bo chroni moje usta przed nocnym wysuszeniem, no i oczywiście sprawia, że są bardziej „całuśne” 😉

 

HAND LOTION, czyli krem do rąk.

Najbardziej odpowiada mi jego zapach. Pachnie wakacjami, a to moje ulubione klimaty :):):) Ale błyskawicznie też zmiękcza skórę moich naturalnie szorstkich dłoni, oczywiście odmładza je, pielęgnuje zwłaszcza kostki i nadgarstki, które są szczególnie narażone na podrażnienia. Bardzo fajne jest też to, że błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia dłoni tłustych, ani lepkich. To jeden z tańszych produktów, kosztuje ok. 60zł 🙂

POWER LIPS FLUID, czyli długotrwała matowa płynna szminka.

Na co dzień raczej nie koloruję ust. Tylko dla tej pomadki czasami robię wyjątek. Mam w swojej kosmetyczce odcień PROMOTION. Niezaprzeczalną zaletą tej pomadki jest jej trwałość i to, że nie pozostawia śladów na kubkach, ani na policzkach całowanych przez nas osób 🙂 Nie rozmazuje się i nie „ścina” na ustach. Bardzo wydajna pomadka, bo już jedno pociągnięcie po wardze wystarczy by kolor był intensywny i równomiernie rozprowadzony.

CURLING MASKARA, długotrwale podkręcający czarny tusz do rzęs.

Wygląda równie elegancko co LIP PLUMPING BALM, jest trwały, wydajny, nie rozmazuje się i faktycznie wydłuża i podkręca rzęsy. Mam go już około roku, używam codziennie i wcale mi się jeszcze nie kończy! Jedno pociągnięcie po rzęsach wystarczy żeby ładnie pokrył włoski. Nie skleja ich, a nawet dzięki wyprofilowanej szczoteczce ładnie je rozdziela. A co najważniejsze, zawiera składniki odżywcze, więc przy regularnym używaniu wyraźnie poprawia kondycję rzęs! Ze zniżką kosztuje ok. 130zł.

ADVANCED TINTED MOISTURISER, czyli koloryzujący preparat nawilżający.

To jest mój codzienny „podkład”, choć właściwie to jest krem CC, czyli krem wyrównujący koloryt i wygładzający cerę. Zawiera filtr SPF15, chroni więc przed szkodliwym wpływem promieni słonecznych, jednocześnie nie blokując możliwości złapania lekkiej opalenizny:) Zapobiega też starzeniu i zmniejsza widoczność zmarszczek i bruzd. Właściwie nie widać go na skórze, więc nosząc go, macie na sobie tzw. make-up  „NO MAKE-UP”. A wydajność tego kremu jest wręcz powalająca! używam go codziennie od sierpnia ubiegłego roku. Też jeszcze mi się nawet nie kończy! Już nawet maleńka ilość wystarczy do pięknego wygładzenia i wyrównania skóry twarzy. To dlatego tak wolno mi ubywa:)

LIQUID BODY LUFRA i BODY SMOOTHER, czyli peeling złuszczający i nawilżający balsam do ciała.

Przedstawiam je razem, bo w komplecie mają najlepsze działanie. Najpierw robię sobie kąpiel SPA z peelingiem. Pachnie delikatnie, „lekarsko”, miętowo, zawiera drobinki ze zmielonych łupin orzecha włoskiego, ściera obumarły naskórek, ale jednocześnie nie podrażnia skóry, za to idealnie ją wygładza. To świetny środek do wygładzania pociążowej wiotkiej skóry brzucha.

Po takim peelingu, kontynuuję relaks SPA, nakładając balsam, który bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej skóry, więc można go nakładać bezpośrednio przed ubraniem się, na przykład po porannym prysznicu.

Liquid Body Lufra kosztuje około 70zł, a balsam 90zł.

I na koniec moje najnowsze odkrycie – DR DANA – system odnowy paznokci.

Ten trzystopniowy system odnowy paznokci to prawdziwe cudo. Jeśli Wasze paznokcie są zniszczone po tipsach, żelach, akrylach, lub innych zabiegach, albo po prostu do tej pory nie dałyście za bardzo o paznokcie, to będzie coś właśnie dla Was. Zestaw zawiera kwas glikolowy w wygodnym aplikatorze z pędzelkiem, różdżkę do wygładzania nierówności z trzema nakładkami (złuszczającą, wygładzającą i nabłyszczającą- ta trzecia jest kosmiczna!), oraz produkt nawilżający do skórek i paznokci, również w wygodnym aplikatorze z pędzelkiem. Cały domowy zabieg trwa około 10 minut, pierwsze efekty są od razu widoczne i są spektakularne. Wydawało mi się, że różdżka to zwykły pilnik z trzema nakładkami, ale to zupełnie coś innego. To właśnie sekret idealnego złuszczenia i wyrównania płytki, która po wypilnikowaniu różdżką jest gotowa do odbudowy 🙂 Zestaw DR DANA kosztuje około 250zł. Wydaje się, że to sporo. Ale jeśli porównamy to do ceny, jaką musimy wydać na zabieg odbudowy paznokci w salonie kosmetycznym, okaże się, że to całkiem rozsądny wydatek.

 

Czy dużo wydaję miesięcznie na moje kosmetyki? Myślę, że mniej niż statystyczna Polka. Do tego wiem, że wydaję te pieniądze na to, czego faktycznie potrzebuję – na jakość i skuteczność, a nie na złudzenie 😉 Nuskin uważany jest za markę luksusową. Biorąc pod uwagę gwarancję skuteczności, chyba każdą z nas stać na taki luksus 😉

Jeśli jesteście zainteresowane kosmetykami, które opisałam, zapraszam do pisania do mnie za pośrednictwem naszego Facebooka, Instagrama (@oktorejkawa), lub bezpośrednio do mnie (Ola Nikolak), odpowiem na każde pytanie i pomogę w zamówieniu;-)

Zdjęcia kosmetyków pochodzą ze stron blogowych O której kawa?!, oraz nuskin.com

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!