Koleją przez Polskę #4 Podhale – Warmia – Kaszuby

Koleją przez Polskę #4 Podhale – Warmia – Kaszuby

Nasza czwarta już podróż koleją przez Polskę miała z założenia omijać duże miasta, my mieliśmy unikać tłumów (wszak podróżowaliśmy w czasie trwającej pandemii, choć mało kto w te wakacje o tym fakcie pamiętał…), a nasz budżet miał korzystać z tych warunków, bo przecież im dalej od popularnych kurortów, tym taniej…

Nie do końca nam się ten plan udało zrealizować… Za to mogę z czystym sercem napisać – PODRÓŻOWALIŚMY wielkimi literami, bo mało w tej wyprawie było „leniuchowania”, przemieszczaliśmy się często, zobaczyliśmy bardzo dużo i ani przez chwilę nie było nudno!

W ogromnym skrócie trasa wycieczki obejmowała trzy główne miejscowości: Ząb, Frombork i Jastarnia, czyli wieś, miasto i miasteczko trzech odrębnych regionów kulturowych: Podhala, Warmii i Kaszub. Elementy edukacyjne muszą być obecne w każdej naszej wyprawie, więc nie zabrakło ich i tym razem 🙂 

Trasa #1 Szczecin-Zakopane

Wyruszyliśmy ze Szczecina, bo stąd rozpoczyna swoją trasę IC TLK 83192 PODHALANIN. To pociąg nocny, wygodny, klimatyzowny, kuszetki są 4-osobowe. Nie są wyposażone w prywatne umywalki, za to wagony sypialne posiadają ogólndostępne wygodne łazienki, wyposażone nawet w prysznic. Obsługę zwykle zapewnia też WARS, choć (pewnie z powodu pandemii) tym razem nie towarzyszył nam wagon restauracyjny. Nie było jednak problemu z kawą, czy herbatą, lub drobnymi przekąskami, ktore można zamówić u konduktora. W pociągach z klimatyzacją śpi się całkiem wygodnie, a to dlatego, że dzięki klimatyzacji okna pozostają zamknięte w nocy, nawet w upały i nie budzą nas nocne przystanki na stacjach w trasie. Każde miejsce sypialne ma swoją lampkę, przez co nie przeszkadzamy innym podróżnym kiedy chcemy np. poczytać w nocy książkę 🙂

Jedyna niedogodność jazdy w takim pociągu to konieczność dzielenia przedziału z obcymi osobami, jeśli nasza grupa nie wypełnia wszystkich miejsc. Nas na szczęście było akurat 8, więc zajmowaliśmy dwa całe przedziały.

Ważne! Miejsca w kusztkach dość szybko się wyprzedają, więc jeśli chcecie podróżować takim wagonem, rezerwację najlepiej zrobić online 30 dni przed podróżą, czyli wtedy kiedy PKP odblokowuje sprzedaż 😉

Do Zakopanego dojechaliśmy po niespełna 14 godzinach, następnego dnia rano. Byliśmy wyspani, umyci i całkiem zrelaksowani, więc mogliśmy od razu planować atrakcje pierwszego dnia wyprawy!

Z Zakopanego do ZĘBU

Na dworcu na podróżnych czeka mnóstwo taksówek i taxi-busów, z kierowcami można się trochę targować,  my dogadaliśmy sie na podwózkę wygodnym busem pod same drzwi domu w Zębie za okrągłą stówkę, co było dość dobrym dealem, biorąc pod uwagę fakt, że 12 km trasy do Zębu pokonuje się słynną Zakopianką minimum godzinę, przez co kierowcy tracą przynajmniej kilka innych kursów. Później okazało się, że położenie Zębu względem Zakopanego, w połączeniu z rekordową ilością turystów w Tatrach w tym roku i zakorkowaną z tego powodu jeszcze bardziej niż zwykle Zakopianką, utrudniły nam mocno zwiedzanie, oraz wywindowały koszty tej wyprawy… ;-(

Widoki w Zębie, na szczęście, pozwolily szybko zapomnieć o uciążliwej podróży Zakopianką.

 

 

Ząb to wieś położona na północnym stoku Gubałówki, w gminie Poronin. Wieś liczy obecnie około 2300 mieszkańców i jest najwyżej położoną miejscowością w Polsce. Dziś znany jest głównie z tego, że to rodzinna wieś naszego mistrza Kamila Stocha, oraz z reklamy serków Almette – to tutaj kręcona była reklama i tutaj zwyciężcy loterii Almette posiadają wygrane w konkursie drewniane domki, które z resztą, potwierdzam, wybudowane zostały w bajecznym miejscu! Przez wieś przebiega też słynny Szlak Papieski. Jednak szybko przekonujemy się, że to miejsce wyjątkowe pod wieloma względami!

Nasz domek 1010m n.p.m

Domek znalazłam i zarezerwowałam przez Booking jeszcze w listopadzie. Miał doskonałe opinie i mogę je tylko tutaj powtórzyć. Właściciele to przemili i pomocni ludzie. Oddali nam do dyspozycji właściwie całe dwa piętra swojego domu, w tym kuchnię, dwie łazienki,  trzy tarasy, trzy pokoje i czwarty pokoik na strychu. Było nam tu bardzo wygodnie, a gospodarze każdego dnia służyli poradą jak i gdzie dojechać i co zwiedzać. Na koniec pomogli zorganizować transport na dworzec i opóźnili czas wymeldowania, żebyśmy spokojnie mogli przygotować się i odpocząć przed dalszą podrożą.

Kiedy spacerowaliśmy po Zębie, cieszyliśmy oczy głównie cudownym widokiem na Tatry wysokie, oraz odkrywaliśmy lokalne potoczki, których w Zębie nie brakuje. Zimą to również atrakcyjny ośrodek narciarski, a biorąc pod uwagę smaki, jakich mogliśmy spróbować w tutejszych (zaledwie trzech) restauracjach, również atrakcyjny punkt kulinarny!

 

Szczególnie polecam restaurację Karczma Na Wiyrchu, gdzie poza pyszną kwaśnicą, można też zjeść przepyszną sałatkę z tuńczykiem i pizzę, oraz lokalną kuchnię 🙂 Porcje są bardzo duże, a ceny przystępne.

https://restaurantguru.com/Karczma-Na-Wiyrchu-Zab

Wieczorami natomiast Ząb zachwycał nas pięknymi zachodami słońca!

Zakopane: Gubałówka. To już nie jest miejsce grzechu warte, choć grzeczy się tu na potęgę 🙁

Ponieważ zatrzymaliśmy się w miejscowości położonej niedaleko szczytu Gubałówki, oczywiście udaliśmy się tam już pierwszego dnia. Na szczęście żyję wystarczająco długo by pamiętać Gubałówkę pustą, z kilkoma straganami sprzedającymi lokalne pamiątki i smakołyki. Dziś to miejsce w niczym już nie przypomina Gubałówki z czasów mojego dzieciństwa;(

Choć trzeba przyznać, że plaża i cała część rekreacynko-wypoczynkowa na stoku wydają się bardzo przyjemnym i atrakcyjnym miejscem, to jednak turyści zdecydowanie ‚okupują’ pasaż handlowy na szczycie. I nie opowiem co można tam kupić, bo oczywiście w tłumy nie wchodzimy, więc uciekliśmy z tego okropnego miejsca. Wiem, że wydziela zapach smażonego na patyku  skręconego ziemnika, a wraz z miłośnikami tego przedziwnego handlowego górskiego „pseudotrekkingu”, przechadzają się po nim kucyki ujeżdżane przez roześmiane umorusane gofrem, lub wystraszone całą sytuacją dzieciaczki. Konikom szczerze współczuję, a Gubałówce szczerze życzę mądrych włodarzy miasta, którzy ukrócą wreszcie te wątpliwe „atrakcje” i wprowadzą realne rozwiązania, które uniemożliwią m.in. wjazd samochodów na sam szczyt Gubłówki. Wtedy, być może, znów pieszo docierać tu będa prawdziwi miłośnicy górskich widoków, a nie tłustych zakupów…

Nie zrobiłam tu zbyt wielu zdjęć, za to nagrałam jeden krótki filmik, który oddaje brak klimatu tego niegdyś pięknego miejsca.

 

Dolina Strążyska i wodospad Siklawica.

Ponieważ podczas naszej poprzedniej wizyty w Zakopanem odwiedziliśmy to miejsce i kompletnie nas zauroczyło, postanowiliśmy i tym razem tu zawitać, by pokazac je mojej siostrze i jej dzieciakom.

Wysiadamy z autobusu przy Krupówkach i uciekamy z centrum w stronę ul. Kasprusie, następnie przez ulicę Strążyską, która prowadzi do parkingu przy kasach do Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Kupujemy bilety wstępu do TPN (7zł normalny, 3,5zł ulgowy) Ten spacer trwa około 25 minut. Potem już tylko spacerujemy łagodnym szlakiem wzdłuż potoku, w cieniu drzew, jest bardzo przyjemnie, choć towarzyszy nam dość sporo innych turystów (w tym roku Zakopane jest jeszcze bardziej zatłoczone niż zwykle ;-(). Trasa jest odpowiednia dla wózkow i na łagodny spacer z dziećmi, trwa około 45 minut spokojnym krokiem z przystankiem na przyjemną kąpiel zmęczonych stóp w Strążyskim Potoku 😉 

Dochodzimy na Polanę Strążyską, gdzie w sezonie letnim działa bufet Herbaciarnia Parzenica (nie ma w tym miejscu schroniska), przed ostatnim podejsciem pod Wodospad, korzystamy z możliwości wypicia kawy i zjedzenia szarlotki, a dzieci napełniają żołądki pysznym żurkiem i pomidorową. Taki wczesny obiad i deser z widokiem na szczyt Giewontu to bezcenna atrakcja!

Herbaciarnia ma w menu również pajdy chleba ze smalcem i ogórkiem, naleśniki i inne słodkie przekąski. Wszystko jest smaczne i świeże.

Z Polany droga pod Wodospad Siklawica trwa już 5-15 minut ( to zależy od tego czy idziecie spokojnie, czy wzorem moich chrześniaków, biegniecie bez opamiętania pod górę, haha). Kiedy docieramy na miejsce, moja siostra żartuje, że już się stąd nie rusza! I wcale się jej nie dziwię. To przepiękne miejsce i ja też chętnie zostałabym tutaj na cały dzień!

Ale trzeba wracać, więc kierujemy się tą samą trasą do bramy TPN, a stąd idziemy szlakiem do Doliny Ku Dziurze (do Dziury tym razem nie zaglądamy, omijamy jaskinię i idziemy prosto Drogą Pod Reglami do skoczni narciarskich). Pod koniec trasy, kolejny już raz,  „zaliczamy” jeszcze małe zakupy przy straganie z drewnianymi zwierzątkami. Nie protestuję, bo tutaj można zakupić naprawdę niedrogie drewniane rękodzieła, a sprzedający je pan wygraweruje na nich na miejscu dowolne imię lub dedykację. Taka pamiątka kosztuje zaledwie 10zł.

Moja dzielna mamusia:-)

Pod skoczniami, jak zwykle tłum, a my musimy złapać autobus do Zębu, więc szybko wracamy na Krupówki (innej trasy nie ma :-((((), stamtąd na przystanek przy Dworcu Głównym i lokalnym busem za 40zł/8osób wracamy do domu w Zębie.

Ostatni dzień w Tatrach spędzamy w Zakopanym, zostawiamy bagaże w przechowalni przy dworcu PKP, po czym odpoczywamy i wdychamy górskie powietrze na Równi Krupowej, bo to jedyne miejse w centrum wolne od tłumów (pewnie dlatego, że tu akurat nie ma straganów!). To piękne miejsce z widokiem na Giewont, pełne alejek, ławeczek i leżaków. Przy Równi hotel z restaurają przy placu zabaw, więc posilamy się tu obiadem i przyjemnie, bez nudy czekamy właśnie tutaj na nocny pociąg do Malborka…

Trasa #2 Zakopane-Malbork

W nocny pociąg wsiadamy o 20:00. Jesteśmy trochę zmęczeni, więc szybko ścielimy łóżka i kładziemy się spać. Jedziemy na północ zwykłym pociągiem TLK KARPATY, nie ma więc już klimatyzacji, słychać każdy postój i gwar każdego dworca po drodze, ale łóżka są wygodne, więc rano budzimy się wyspani 😉 Kuszetki w pociągach TLK są 3-osobowe, więc my zajmowaliśmy łącznie 3 przedziały. Dla bezpieczeństwa dokupiliśmy 9. miejsce, żeby uniknąć konieczności dzielenia przedziału z kimś nieznajomym. Normalnie byśmy tego nie robili, ale PKP, niestety, nie wprowadziło tutaj żadnych Covidowych ograniczeń, więc woleliśmy nie ryzykować.

Malbork wita nas bardzo ładnym dworcem pełnym historycznych akcentów i odniesień do słynnej atrakcji tego miasta. Aż żałujemy, że nie możemy zatrzymać sie tutaj na dłużej i zwiedzić Zamku. O 10:00 podjeżdża po nas umówiony taxi-bus, który wiezie nas prosto do Fromborka.

Z Malborka do FROMBORKA

Tą część podróży odbywamy busem z konieczności, nie z wygody. Frombork, choć piękny i wart odwiedzenia, niestety jest trochę odcięty od reszty kraju. Jeżdżą tu co prawda autobusy, ale nie ma bezpośrednich połączeń z większymi pobliskimi miastami, jak Elbląg, czy właśnie Malbork.

Droga do Fromborka zajmuje 1,5 godziny. Pierwsze wrażenia po dojechaniu na miejsce… entuzjazm mocno umiarkowany. Nasz hotelik jest przy porcie, nie widać stąd wzgórza katedralnego, jest raczej pusto, surowo, bez widocznych aktrakcji, ale jednocześnie też pusto, co z kolei bardzo nas cieszy. Sam port wygląda raczej jak zaniedbany kanał, choć jest nad pięknym Zalewem Wiślanym, więc mógłby być piękną mariną, brak tu jednak inwestycji. Mam nadzieję, że w przyszłości to miejsce zostanie doinwestowane, bo może być to prawdziwa „perełka” Zalewu Wiślanego!

Nasza kwatera, Zielony Dom, to ośrodek pięknie położony, mam wrażenie, że to jedyny hotel w tym miasteczku (później okazuje się, że w centrum są jeszcze dwa inne). Pokoje mają tarasy z widokiem na Zalew, są ładnie urządzone (choć nie wszystkie), w ogrodzie do dyspozycji gości jest bezpieczny basen odpowiedni dla dzieci. Miejsce bardzo ładne, niedrogie i godne polecenia;-)

http://www.booking.com/Share-UUfMgi

 

Frombork – miasto Kopernika

Miasteczko, w którym pracował, mieszkał i umarł, oraz spoczywa Mikołaj Kopernik. Kopernik i wszystko co z nim związane, jest tu główną atrakcją, choć nie jedyną! Warto jednak przyjechać tu chociażby żeby dowiedzieć się, że ta słynna postać była nie tylko słynnym astronomem i kanonikiem, ale również ekonomistą, kartografem, a nawet lekarzem i w dodatku poliglotą! Zespół Katedralny na Wzgórzu Katedralnym mieści samą katedrę (Bazylika Archikatedralna p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i św. Andrzeja Apostoła), w której znajduje się grób słynnego astronoma, Muzeum Mikołaja Kopernika, Planetarium, ale w jego skład wchodzi również Muzeum Historii Medycyny, oddalone o ok. 400m od Wzgórza Katedralnego. Początek budowy poszczególnych części kompleksu datuje się na rok 1329 (katedra). Jest tu co oglądać, nawet jeśli z jakichś powodów ominiecie samą katedrę (…). My do niej nie wchodziliśmy, z resztą kasa kompleksu nie sprzedaje biletów do katedry, ma ona odrębną kasę w murach kościoła. Od środka wzgórze wygląda trochę jak mały Wawel i ceny zwiedzania są równiez zbliżone do tych na krakowskim wzgórzu – nie są to tanie atrakcje. Niezależnie jednak od tego ile wydacie na bilety za poszczególne atrakcje, za toalety, które mieszczą się poza budynkiem muzeum, musicie zapłacić dodatkowo 3zł/os… Pozostawię ten fakt już bez komentarza 😉

Planetarium jest mniejsze niż to w CMK w Warszawie, ale równie ciekawe, z kilkoma różnymi projekcjami do wyboru. Warto je odwiedzić.

Dość ciekawą i niedrogą atrakcją jest również Fromborska Wieża Wodna (mieści sie poza wzgórzem katedralnym, na rynku), uznana za wodociągowy cud techniki XVI wieku, stanowiąca integralny element Kanału Kopernika (który kończy się w porcie u progu Zalewu Wiślanego). Dziś mieści się w jej wnętrzu pyszna kawiarnia, mała sala kinowa, a na szczycie punkt widokowy, z którego sfotografowałam panoramę Fromborka widoczną na zdjęciach 😉

Rynek we Fromborku i Wieża Wodna

 

Planetarium

Wzgórze Katedralne

Muzeum Mikołaja Kopernika

Szpital Św. Ducha – Dział Historii Medycyny

Żeby tu dotrzeć musieliśmy się troche natrudzić (miejsce jest słabo oznakowane, oddalone od wzgórza katedralnego o ok. 400m), ale było warto. We wnętrzu dawnego zespołu poszpitalnego z kaplicą św. Anny istniejącego od końca XV w., zniszczonego i odbudowanego po 1945 roku, można podziwiać wystawę poświęconą historii medycyny, oraz aktualnie czasową wystawę „Złote jabłka mi się śnią…”- śmierć dziecka w sztuce i kulturze. Wystawa to mocny akcent muzeum, dość smutny przystanek w zwiedzaniu, udając się tu z młodszymi dziećmi sugeruję rozważyć tą atrakcję dobrze. Ja nie żałuję tej wizyty. To nie jest nowoczesne muzeum, do jakich przywykliśmy w ostatnich latach. Raczej skromne i surowe, ale współgra z innymi atrakcjami Fromborka, dużo tu akcentów religijnych, ale jest w tym jakiś sens, biorąc pod uwagę chęć poznania „historii medycyny”. Poniżej zostawiam link do wystawy.

„Złote jabłka mi się śnią…”. Śmierć dziecka w sztuce i kulturze

 

Plaża we Fromborku

Zdecydowanie najprzyjemniejszy punkt na mapie Fromborka! Plaża z promenadą to najnowsza inwestycja w miasteczku. Budowę ukończono zaledwie rok temu, w sierpniu 2020 roku nastąpiło uroczyste otwarcie tego miejsca. Widać więc wyraźnie tutaj piętno pandemii, bo choć miejsce jest nowe, bardzo ładne i dobrze zagospodarowane, ludzi tutaj nie ma. Mam wielką nadzieję, że w przyszłym roku plaża będzie tętnić życiem. Projekt został sfinansowany w 80% ze środków unijnych i jest projektem mocno prozdrowotnym, warto wspomnieć, że Frombork od 2015 roku jest oficjalnie uzdrowiskiem! Niestety, kąpiel w wodach Zalewu nie była nam dana z powodu ataku sinic :-(((

Smaki Fromborka

Jeśli jeszcze nikogo nie zachęciłam do wizyty we Fromborku, to dodam, że smaki tego miasteczka wymiatają! Przede wszystkim kawa i słodkości smakowały nam tu wyjątkowo. Słynne KOPERNICZKI, czyli wilgotne pierniki ze śliwkowym nadzieniem, oblane grubą warstwą gorzkiej czekolady, to prawdziwa delicja, przepyszny lokalny przysmak, za którym tęsknię. Ale we Fromborku skosztujecie również wytrawnych lokalnych specjałów, takich jak rybne gołąbki w liściach winogrona, pyszne pierogi z łosociem, czy genialny sandacz po fromborsku! Najsmaczniej zjecie w restauracji Don Roberto, niedaleko Muzeum Historii Medycyny właśnie, choć i w Smażalni Portowej podają zaskakująco (wygląd smażalni na to nie wskazuje) pyszne świeże ryby. Oba miejsca z serca polecam, jak i kawiarnię w Wieży Wodnej i Cukiernię Warmińską, w której co rano piłyśmy z siostrą pyszną kawkę i kupowałyśmy koperniczki i słodkości dla dziecików.

 

Port

Jak już wyżej pisałam, w tej chwili jedyną atrakcją tego miejsca jest Zalew Wiślany i widok na Mierzeję Wiślaną w oddali, ale wierzę, że kiedyś będzie tu piękna portowa promenada.

Za to widoki w tym miejscu przy zachodzie słońca – bajka!

Trasa #3 Frombork-Jastarnia

Dojazd z Fromborka do Jastarni okazał sie największym wyzwaniem logistycznym i przysporzył nam najwięcej nerwów, choć ostatecznie udało się pokonać ten odcinek wyjątkowo wygodnie. Tanio już, niestety, nie 🙁

Jak już wcześniej pisałam, Frombork nie ma bezpośrednich połączeń z większymi miastami, więc chcąc dojechać na Hel komuniacją publiczną, musielibyśmy liczyć się z kilkoma przesiadkami: PKS Frombork-Braniewo, następnie Braniewo-Elbląg, potem pociągiem, lub autobusem Elbląg-Gdynia i wreszcie pkp POLREGIO Gdynia-Jastarnia. Nie mieliśmy ochoty na taką wyprawę z walizkami, więc zaczęliśmy szukać jakiegoś taxi busa we Fromborku. Szybko jednak przekonałyśmy się, że chętnych na takie kursy brak. Trasa Frombork-Jastarnia to odległości 180km, w normalnych warunkach można ją pokonać w nieco ponad 2 godziny. Niestety, niekończące sie korki na Obwodnicy Trójmiasta powodują, że ta trasa znaczmie się wydłuża, stąd mało który kierowca ma ochotę na takie kursy. W desperacji, rozważaliśmy nawet prom do Krynicy Morskiej i byliśmy gotowi przepłynąć Zalew i w Krynicy szukać dalszego transportu. Kapitan promu wyjaśnił nam jednak, że niewiele to nam da, ponieważ przez przekop Mierzei Wiślanej, również Krynica Morska jest w tej chwili komunikacyjnym ciemnym punktem, a same bilety na prom kosztowałyby nas sporo. Kapitan polecił nam kierowcę, który był gotowy przyjechac po nas z Gdyni. Taki transport busem naszej 8-osobowej grupy miał wynieść 700zł… Byliśmy juz tak zdesperowani i pozbawieni nadziei na inny sposób przemiesczenia się nad morze, że przyjęłyśmy tą ofertę. Na szczęście w porę na wszelki wypadek zarejestrowałam się na portalu oferteo.pl i bardzo szybko zgłosił się kierowca, który podjął się tego przewozu za „niewielkie” 500zł… Bolało, bardzo bolało, ale wygodnie przejechaliśmy od drzwi do drzwi, więc narzekać nie wypadało 😉 A podróż do Jastarni faktycznie trwała prawie 4 godziny…

Kiedy szukałam kwatery dla nas na początku grudnia, właściwie cała Mierzeja Helska była już zarezerwowana na całe lato. Z tego powodu, zamiast na portalach rezerwacyjnych,  pozostało mi szukać noclegów na grupach na Facebooku, po hasztagach i w mapach Google. Udało się odnaleźć całkiem przyjemne mieszkanie w centrum Jastarni za całkiem dobrą cenę. Trzy duże pokoje, dwie łazienki, kuchnia i duży taras, wszystko niedalego plaży. Jeśli jesteście zainteresowani tą prywatną miejscówką, piszcie w prywatnych wiadomościach, udostępnię namiary 😉

Jastarnia

Jastarnia ma ładną plażę, również tą od strony Zatoki, oraz molo i dość ładny pasaż handlowy prowadzacy do molo. Po stronie morza ciągnie się drugi pasaż ze sklepikami, ten jest dłuższy, ale już nie tak ładny jak ten przy molo. Poza tym Jastarnia to miasteczko kompletnie nieuporządkowane pod względem budowlanym, właściwie to taki helski brzydal, architektonicznie nie ma tutaj żadnego zamysłu, żadnej reguły, żadnego porzątku. Ale za to jest pyszna restauracja sushi, kilka smacznych restauracji z lokalnym kaszubskim jedzeniem, dobre gofry i budki ze smażonymi szprotkami, które tutaj smakują lepiej niż na Sardynii, czyli coś co przybliża trochę do południowych kurortów znad Morza Śródziemnego – pychota! Jastarnia windsurfingiem stoi i  to jest też jedna z głównych jej atrakcji. Uwielbiam miejsca, w których czuje sie sportowego ducha i dobrze, że czuje się go również w tym miasteczku, bo to mocno poprawia ogólne wrażenie!

Zadziwia mnie fakt, że stare, tradycyjne, ładne budynki są kompletnie niewyeksponowane, a wręcz topią się we współcześnie wybudowanych budowlanych brzydalach i trzeba sie nieźle natrudzić żeby je odnaleźć 🙁

Dużą atrakcją przypominającą o kulturze tego regionu są podwójne nazwy ulic, pod każdą tabliczką z polską nazwą ulicy, umieszczona jest też tabliczka z nazwą kaszubską.

Poza tym kaszubskich akcentów zbyt wielu tutaj nie widać, tylko kilka sklepików z ludowymi pamiątkami, czy tradycyjne dania w niektórych restauracjach. W Jastarni, jak też w innych miasteczkach Mierzei Helskiej, możecie delektować się pysznymi okrągłymi goframi, to też typowy tutejszy przysmak.

Z dworca w Jastarni można bez problemu podróżowac do pozostałych miejscowości półwyspu, zarówno w stronę Helu, jak i do Gdyni.

 

Hel

Hel ma najfajniejszaą, moim zdaniem, plażę na pomorzu, bo jest ogromna, niezatłoczona i wolna od parawanów! W barze na plaży można dobrze zjeść i wypić, na plaży dostępne są parasole, leżaki i przebieralnie. Raj dla wymagającego turysty 😉

Samo miasteczko jest małe, raczej ładne z mocno militarnymi akcentami. Od dworca jeździ mnóstwo melexów, wiozących turystów do Cypla. Tylko nasze wrażenia z tej atrakcji są takie: cholernie droga i niepotrzebna atrakcja. Hel nie jest duży, bez problemu można obejść go pieszo, a wycieczka powinna skończyc się właśnie na plaży, dlatego wydaje mi sie, że opłacanie przewózki po miasteczku jest zbędne. Nasza wycieczka melexem kosztowała 140zł, trwała 20 minut i była kompletnym nieporozumieniem (być może z winy kierowcy-przewodnika) 🙁 Po moim doświadczeniu podpowiem, że nie warto tak przepłacać, lepiej przespacerować się po mieście.

Jurata

Najlepsze na końcu. Od lat Jurata kojarzyła mi sie z luksusem, bogactwem, drożyzną i snobizmem. Przepraszam Juratę i jej mieszkańców za moje uprzedzenia! Jak mylna bywa ocena miejsc, w których nigdy nie byliśmy, a o których wyrabiamy sobie opinie na podstawie wyobrażeń, relacji inny ludzi (często takich, którzy też nie byli, na własne oczy nie widzieli). Zostawiłam Juratę na koniec, bo to prawdziwa perełka tego wyjazdu. To tutaj będę wracać, tutaj szukać noclegów, tutaj chcę wypoczywać. Wypoczynek nad polskim morzem, zupełnie szczerze, od dawna przestał kojarzyć mi sie z wypoczynkiem. Tłumy turystów, sklepy z pamiątkami, frytki, kręcone lody i parawany, które skutecznie chronią piękne plaże przed ujawnieniem swojego naturalnego uroku – tak wygląda latem, w moim subiektywnym odczuciu, polskie bałtyckie wybrzeże. A tutaj taka niespodzianka! Zamiast parawanów – kosze, leżaki i parasole. Zamiast morza plażowiczów – przyjemna ładna plaża. W dodatku trafiliśmy w czas, kiedy kolor Bałtyku (splot kilku sprzyjających okoliczności – przelotny deszcz, spokojne morze, odpowiednia temperatura i kąt padania promieni słonecznych) był tak bajeczny, że czuliśmy sie jak na którejś z plaż południa. Ale prawdziwą niespodzianką okazały się ceny. Zarówno w kawiarniach, restauracjach, wcale nie wydacie więcej niż w innych miejscach turystycznych w kraju,  nawet ceny toalet okazały się najniższe (2,50zł), jakie napotkaliśmy podczas całej tegorocznej wycieczki!

To drugie miejsce, po Rewie, które chcę nad morzem odwiedzać regularnie. Oczywiście, jak na prezydencki kurort przystało, są tu i drogie restauraje i drogie hotele. Ale obok nich zupełnie przyziemna oferta dla zwykłych śmiertelników, takich ja my, którzy marzą o spokojnym wypoczynku nad Bałtykiem, na pięknej polskiej plaży bez konieczności przepłacania. W Juracie jest to wszystko. W dodatku dobra komunikacja z Trójmiastem i pozostałymi miejscowościami na Helu – raj dla miłośników wakacji „objazdowych”!

Plażowanie w Juracie

Początkowo cena za wynajęcie kosza plażowego na cały dzień – 45zł- wydała nam sie kosmiczna. Później jednak, zwłaszcza po przejściu chmury deszczowej, doceniliśmy ten wydatek. Kosze na plaży sprawdzają się doskonale, można wyjść na obiad, pozostawić na nim ręczniki i wrócić bez obaw, że ktoś go „zajmie”. To cena wygodnego wypoczynku na spokojnej pięknej plaży, którą tutaj faktycznie widać, bo nic jej nie zasłania, w pobliżu baru z dobrą kawą i przekąskami, bez walki o „dostęp do morza” i wszystkiego tego, czego na polskich plażach nie znoszę. Wypoczynek w Juracie tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że mamy w Polsce najpiękniejsze plaże świata, tylko cholernie ich nie doceniamy i bardzo dbamy o to by zasłonić to ich naturane piękno!

 

 

Juratę i Jastarnie dzieli zaledwie dwukilometry spacer plażą 🙂 

Jastarnia-Gdynia

Ostatni dzień naszej podróży przez Polskę to wymagająca wyprawa na dworzec w Jastarni, z całym naszym ekwipunkiem podróżnym, 1.5h drogi w pociągu regionalnym do Gdyni, a potem już bezpośrednim, bardzo wygodnym TLK do Gorzowa Wlkp.

 

Trasa #4 Gdynia-Gorzów Wlkp. 

Prawie wszystko sie udało, wróciliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi, choć dzieciakom jeszcze było mało…! A takie rzeczy cieszą serducho jak choinka w Boże Narodzenie! Kiedy dzieci wracają pełne pozytywnych wrażeń, od razu mam motywację do planowania kolejnego wyjazdu ;-))))

Koszty: (13 dni podróży, 8 osób)

bilety kolejowe (2xpociągi nocne-kuszetki, 1xzwykły TLK, 1x regionalny): ok. 2,300zł

transport busami: 200zł(Ząb)+270(Malbork-Frombork)+500(Frombork Jastarnia)= ok.970zł

noclegi (11 noclegów): 1,224zł (Ząb) + 1,650zł (Frombork) + 1,800zł (Jastarnia) = ok. 4,670zł

wyżywienie: średnio 300zł/dzień obiady + 100zł/dzień śnaidania i kolacje = 400zł x 13dni = ok. 5,200

Razem (3 budżety!): 13,140zł/8osób = ok. 1,600zł/osoba

 

Dodaj komentarz

Zamknij