Dzień Dziecka w szkole – jednak nie dla wszystkich :(

Olka:

W tym roku dzieciaki załatwiły sobie piękną pogodę w swoje święto. Nie udało się Mikołajowi, nie udało się Zającowi, a dzieciakom się udało! Właściwie cały dzień mogły spędzić na świeżym powietrzu. Niestety, moje „starszaki” nie miały tego szczęścia…

Ja rozumiem, że to nie dzień wolny od zajęć w szkole, rozumiem (jak mało kto, serio!), że postawy obywatelskie i szacunek dla tradycji należy pielęgnować już od najmłodszych lat. No ale k***a! Kilkugodzinne obchody Dnia Patrona w Dzień Dziecka?!?!

Czekam dziś na moje dzieciaki, morda mi się śmieje, bo nie mogę doczekać się aż dostaną swoje prezenty, nawet frytki im na obiad zrobiłam (nie znoszę fast foodów, ale te akurat pokroiłam sama i upiekłam w piekarniku, żeby nie było!). Widzę je z daleka, macham jak nawiedzona mamuśka przez okno. Trochę się irytuję, bo nie „odmachują” mi, tylko głowy spuszczone, miny jakieś nie takie, nawet mnie nie zauważyli… Wchodzą do domu, trzaskają drzwiami: „Mama! Dawno się tak w szkole nie nudziłem!!!” (wiadomo kto mówi…)

Potem dowiaduję się, że przyszli na ósmą, lekcji nie było, był za to dwugodzinny apel: wspomnienia o Janie Pawle II, występy artystyczne, scenki z życia patrona odgrywane przez uczniów (w tym zamach, wizyta w więzieniu…) przemowy, a na koniec… przemarsz szkoły do kościoła i msza… Wiem, że w tym kontekście nie wypada może, no ale k***a! W prawdzie dostali jakieś słodycze w prezencie, wspomniano bowiem podczas apelu, że to dzień dziecka przecież, tylko wspomniano!

W wielu szkołach był to dzień zabaw, odbywały się turnieje, zabawy na szkolnych boiskach. Moje dzieci siedziały najpierw w dusznej sali gimnastycznej przez dwie godziny, potem przed kolejne 1,5 godziny w zimnym, ciemnym kościele. Pewnie niektórzy z Was myślą sobie teraz: no i co takiego im się stało? A no stało się! Bo to nie dzień na podniosłe apele! To dzień na zabawy, na rozmowy z nauczycielami, na oddech od stresujacej nauki, to ich święto! Z całym szacunkiem dla samej osoby patrona, obyłoby się bez tej całej otoczki chyba, gdyby uczcić jego pamięć na przykład meczem lub biegiem nazwanym jego imieniem. Nie jestem pewna czego dzis nauczyły się w szkole moje dzieci, ale jedną z tych rzeczy jest na pewno wstręt do każdego kolejnego „Dnia Patrona”, a nie o to chyba szkole chodziło 🙁

 

Dla kontrastu, u Maćka w przedszkolu ZABAWA 🙂 Dzieciaki od rana na placu zabaw, panie zorganizowały im turniej sportowy, nadmuchały baloniki, podwórko wyglądało dziś jak malowane. Nie było czasu na nudę! Na koniec dostały paczki z zabawkami i bezpiecznymi słodkościami, aż smutno mi było zabierać Maćka do domu, tak dobrze się bawił!

Wiem, że przedszkole rządzi się innymi prawami, ale dzieci to dzieci. Czy małe czy duże, zasługują na to by być dziećmi. I jeśli mają swój jeden dzień w roku, mają prawo spędzić go radośnie!

Popołudnie było już dla nas. Włożyłam w mój prezent dla dzieci dużo serca i dużo (!!!) pieniędzy, nacieszyłam oczy ich radością, ale ich dziadek i tak rozbił dziś bank ich uśmiechów. Już zdążyłam się przyzwyczaić do pomysłowości mojego teścia, która w połączeniu z miłością do moich dzieci daje zawsze efekt „WOW”. Nie chodzi o same prezenty, ale o sposób ich zapakowania i wręczenia. Dzień Dziecka to też urodziny Natalki, więc o dobry humor swojej wnusi szczególnie zadbał. Napisał nawet dla niej opowiadanie, które cudownie obrazuje wzajemne relacje wszystkich moich dzieci i ich dziadka. Nie znałam dotąd mojego teścia od tej strony, ale bardzo to doceniam 🙂 Dzięki niemu zapomniała o porannej nudzie w szkole.

Dzień zakończyliśmy z Ewką, Patrykiem i ich dzieciakami. Fajnie było usiąść i zwyczajnie bez pośpiechu wypić z Ewką kawę, popatrzyć na dzieci jak oglądają prezenty, oblewają się wodą z karabinów, czy bawią się w piasku. Ostatnio nasza kawa odbywa się wyłącznie „przy pracy”, tym bardziej cieszymy się z tego dnia.

 

Na przyszły rok zamawiam podobną pogodę! Oraz więcej empatii u pedagogów, którzy taki dzień jak dziś będą spędzać z dziećmi (tak, wiem, ze nie zaczyna się zdania od ‚oraz’). 🙂

 

Ewka:

Za moich czasów w Dzień Dziecka w szkole organizowano Dzień Sportu. Było świetnie. Dużo konkurencji, zabawa, radość. Do domu wracało się zmęczonym, ale szczęśliwym. Akurat te dni wspominam bardzo pozytywnie. Wtedy, podobnie jak teraz, w szkole rozdawano lody. Szkoda, że tą tradycję w niektórych szkołach się zmienia i zastępuję się je innymi zwyczajami. Nie wiem czy żeby się pokazać, żeby coś ugrać, bo chyba nie dla dzieci to się robi (odnoszę się do opisu sytuacji Olki). Czy Dnia Patrona nie można zorganizować w innym czasie? Moim zdaniem takich imprez nie powinno się łączyć. Dzisiaj było święto DZIECI i kto jak kto, ale nauczyciele, dyrektorzy, często i rodzice powinni to rozumieć i uszanować. Zastanawiam się tylko gdzie przy ustalaniu tego wszystkiego był głos rodziców, bo przecież w każdej szkole funkcjonuje Rada Rodziców…

Według mnie, rodzica dzieci, które w przyszłości będą uczęszczały do tej szkoły, można było ustalić datę tych obchodów na przykłąd na 18 maja, 16 lub 22 października, ale 1 czerwca?! Skąd oni tę datę wytrzasnęli??? Kolejna rzecz, której nie rozumiem (nie rozumiałam tego też jako uczeń), o czym myślą osoby, które przygotowują wszystkie szkolne akademie? Czy ich nie nudzi dwugodzinny apel? Mnie by nudził, a co mają powiedzieć dzieci, które muszą siedzieć albo stać na baczność? Nie, nie, nie, nie zgadzam się!!! Mam nadzieję, że waleczna Olka z innymi mamami wywalczy lepsze jutro dla swoich, moich i innych dzieci, bo szkoła, d0 której chodzą jej dzieci jest naprawdę spoko i szkoda żeby była źle wspominana przez uczniów w przyszłości. Tyle na ten temat.

Jak widać nawet przy obchodach Dnia Dziecka potwierdza się stare powiedzenie, że „małe dziecko to mały kłopot, duże dziecko, kłopot duży”…

U nas maluszki miały swój dzień:) Balony, lody, słodycze, pizza (którą starzy zjedli, haha), PREZENTY. Radość, zadowolenie i nieschodzący uśmiech z twarzy. Nawet obeszło się bez krzyku jak rozrabiali, bo to ich dzień przecież 😉 

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!