Inwałd Park: skąpani w deszczu :(

Inwałd Park: skąpani w deszczu :(

Do Inwałdu wyjechaliśmy chwilę po 10.00. Choć od wczesnego rana padał deszcz, kiedy wyjeżdżaliśmy z Zatoru, zza chmur wyglądało już słońce. Nastawiliśmy się na niezbyt ładną pogodę, więc byliśmy mile zaskoczeni. Zdziwił nas fakt, że na dość dużym parkingu Inwałd Parku, niewiele było samochodów, trwa przecież długi weekend. Pomyśleliśmy, że może to świadczyć o niskiej atrakcyjności parku. Nic bardziej błędnego! Im dłużej zwiedzaliśmy, tym ciekawsze wydawało się to miejsce. Od razu uprzedzam – to nie jest tandeciarski pseudo-park rozrywki. To naprawdę ciekawe miejsce na mapie Małopolski. Co więcej, jest pięknie umiejscowiony, w gminie Andrychów, która jest nazywana turystyczną bramą Beskidu Małego, właściwie z każdego miejsca parku można podziwiać jego malownicze wzniesienia. Poszczególne parki tematyczne należące do Inwałd Parku są położone na dużej przestrzeni, więc miejsca do biegania, zwłaszcza dla dzieciaków, jest naprawdę dużo. To świetne miejsce edukacyjne, doskonałe do szkolnych wycieczek. Dziwię się, że tak mało znane.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Parku Miniatur, który szczególnie chciałam pokazać Emilowi. Interesuje się architekturą i budownictwem, a ostatnio zadawał mi wiele pytań o Mur Chiński i Tadż Mahal, oba budynki mógł obejrzeć właśnie tutaj, w skali 1:25. Wszystkie eksponaty Parku Miniatur są wykonane w jednakowej skali (wyjątek stanowi jedynie Bazylika i Plac Św. Piotra w skali 1:15 i unijny projekt Kompleks Wenecki w skali 1:10), co pozwala doskonale porównać rzeczywiste rozmiary słynnych budowli. Podziwiać można m.in. Statuę Wolności, Sfinksa i piramidy, Łuk Triumfalny, Biały Dom, Krzywą Wieżę w Pizie, Big Ben, rzymskie Koloseum i wiele innych słynnych budowli z całego świata. Każda miniatura jest opisana, dzięki czemu zwiedzający mogą się dowiedzieć gdzie na mapie świata znajdują się prawdziwe budowle, oraz w jakich okolicznościach powstały. To wspaniała lekcja historii i geografii. Miniatury wykonane są naprawdę starannie, zadbano nawet o ich szczegóły.

Szczególną część Parku Miniatur zajmuje Polska w Miniaturze z warszawskim Zamkiem Królewskim, Sukiennicami i Stadionem Narodowym i pozostałymi słynnymi i okazałymi polskimi obiektami. Pomiędzy miniaturami ułożono wygodne ścieżki spacerowe i ustawiono ławeczki, można co chwilę odpoczywać w innym otoczeniu.

Park Miniatur to też piramida z Wystawą Tutenchamon z replikami skarbów słynnego faraona (sarkofagi, grobowiec, posągi) wyeksponowane w klimatycznej półciemności, oraz… Egipt Horror Show – jak ja się bałam!!! Zakładając, że to kolejny zabawny dom strachów, nie miałam obaw żeby do niego wejść. Dobrze, że Maciek stanowczo odmówił i zostałam razem z nim i Natalką na zewnątrz podczas gdy Marcin z Emilem „sprawdzali” atrakcję. Wyszli zachwyceni, ale po oczach widziałam, że sama nie powinnam tam wchodzić. Ubłagałam Emila żeby wszedł ze mną jeszcze raz i bardzo mu dziękuję, że się zgodził! Gdybym nie trzymała się jego plecaka, umarłabym chyba ze strachu! Choć przejście zajęło nam zaledwie kilka minut, tyle mi w zupełności wystarczyło! Mogę sobie wyobrazić co by było gdyby Natala z Maćkiem jednak weszli do środka…

Następnie pobawiliśmy się w Zielonym Labiryncie, który z zewnątrz wydaje się zupełnie prosty do pokonania, jednak już po pokonaniu kilku alejek okazuje się, ze do łatwych nie należy. Zamiast błądzić pomiędzy tunelami z żywopłotu, zabrałam Maćka i Natalkę i poszliśmy na mostek widokowy żeby z góry oglądać coraz większe poirytowanie Marcina i Emila, którzy szybko stracili siebie z oczu i zagubili w labiryncie 🙂 Bez naszej pomocy z góry, długo jeszcze nie zdołaliby z niego wyjść. Z mostku też można docenić rozmiary labiryntu, który przy bramce wejściowej wyglądał całkiem niepozornie. Wszyscy mieliśmy tu świetną rozrywkę.

Następnie, wciąż przy pięknej, słonecznej i ciepłej pogodzie udaliśmy się do średniowiecznej Warowni. To budynek, a właściwie cała średniowieczna zabudowa wzniesiona w 2012 roku, imitująca średniowieczny inwałdzki gród. Można się tu cofnąć w czasie zwiedzając świetnie zaaranżowane komnaty, zbrojownię, którą zwiedza się przy dźwiękach muzyki i głosów ludzkich, salę tortur, która jest bardzo dobrze wyposażona i opisana, panuje też w niej adekwatny klimat, mało światła, dużo odgłosów narzędzi tortur, brrr! Można się też wspiąć na jedną z czterech wieżyczek, które stanowią punkty widokowe. Tuż przy warowni zbudowano wioskę średniowieczną z chatami: szwaczki, kowala i garncarza, w których animatorzy i animatorki, ubrani w stroje z epoki, uczą dzieci rzemiosła i pozwalają im samodzielnie wykonać ich pracę. Emil pobrał lekcję u szwaczki, Natalka u garncarki stworzyła własną miseczkę. Najciekawiej jednak było u kowala, który pomaga dzieciom wykuć własne żelazne serca. Na zewnątrz w grocie śpi smok, który budzi się co godzinę, wyłazi z groty, zieje ogniem i mówi do budzących go dzieci. Niesamowite przeżycie dla Maćka. W pobliżu jest Park Ruchomych Smoków. Co prawda nie ma ich dużo, ale każdy się rusza i wydaje dźwięki. Rozrywka dla najmłodszych, ale starannie wykonana i ciekawa.

Straciliśmy tu też trochę gotówki na przekąski w tradycyjnej średniowiecznej karczmie, oraz obowiązkowe pamiątki: miecze dla chłopaków i wachlarz damy dla Natalki. Ale wiem, że te akurat zabawki będą im służyły do zabaw, chłopaki uwielbiają toczyć przeróżne walki, zresztą już na dziedzińcu warowni urządzili nam „profesjonalny” pokaz, który mógłby konkurować z pokazem sztuki rycerskiej, który jest też stałą atrakcją tego miejsca.

Po zwiedzaniu Warowni, udaliśmy się w kierunku Dinolandii. Tu dzieci mogły wyluzować. Po drodze mijaliśmy Ogród Jana Pawła II, który jednak robi ważenie tylko z góry, a nie ma tu żadnego punktu widokowego skierowanego na ogród. Ale to naprawdę jedyny minus jaki dostrzegłam w Inwałd Parku. Podczas gdy Maciek z Natalką próbowali się wzajemnie ograć w cymbergaja, Emil postanowił podnieść sobie adrenalinę na Żyroskopie. Zszedł z niego „uchachany”, tym samym zrekompensował sobie wczorajsze uniki w strefie ekstremalnej Energylandii. Żałuję, że po tym posłuchaliśmy Emila i postanowiliśmy w tym momencie pójść na obiad do Dino Baru. Nie mieliśmy już okazji wrócić do Dinolandii i zobaczyć jej atrakcji, nie dotarliśmy też do parkowego Zoo z tarasami widokowymi, ponieważ chwilę po 14.00 z parku przegoniła nas ogromna ulewa, która nie ustała do późnych godzin popołudniowych. Bardzo żałuję, bo dinozaury miały być główną atrakcją dla Maciusia 🙁 🙁 🙁 Na szczęście mój kochany synek nie robił sceny, zadowolił się dwiema miniaturkami swoich ulubionych T-rexa i pterodaktyla, którymi bawił się w aucie w drodze do Zatoru. Chyba mnie było najbardziej żal stamtąd wyjeżdżać, bo wczułam się w klimat dziecięcej zabawy i sama byłam bardzo ciekawa atrakcji Dinolandii i zoo.

Szczerze polecam to miejsce każdej rodzinie z dziećmi. Jest dobrze zaplanowane, atrakcje są przemyślane i solidnie wykonane, do tego to piękna okolica, niedaleko Wadowic. Serwują też dobre jedzenie. Jedynie pogody nie mogą, niestety, zagwarantować 🙁

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!