22. cze, 2017 Sezon na Kinder Party: pić kawę z mamami, czy zadbać o bezpieczeństwo dzieci?

Sezon na ogrodowe kinder party trwa w najlepsze. Ja swoje wiosenno-letnie mam już za sobą, ale czeka mnie, a raczej moje dzieciaki, jeszcze kilka takich imprez w tym sezonie. A właściwie to mnie faktycznie czekają te imprezy, bo rola mamy na kinderbalu, czy bardziej po polsku, przyjęciu urodzinowym jest nieoceniona. Jeśli wyprawia swojemu dziecku przyjęcie w domu, decyduje się na cały stresujący dzień. Najpierw „dopieszcza” tort zrobiony dzień wcześniej, potem sprząta (nie wiadomo po co!) i ozdabia stół papierową zastawą i cukierkami, a na końcu tego maratonu próbuje trzymać oko na kilku do kilkunastu kumpli i kumpel swojego malucha.

Jednak chyba największy stres powoduje myśl, że każde dziecko przyjdzie ze swoją mamą, która zostanie na kawie, a nawet spróbuje tort i wszelkie niedociągnięcia wyjdą na jaw! Nie wiem jak Wy kochane mamusie, ale od zawsze właśnie ten aspekt przyjęcia dla dziecka był dla mnie najbardziej stresujący. Nigdy nie przytrafiła mi się żadna nieprzyjemna sytuacja, trafiałam raczej na sympatyczne, pogodne i mądre mamusie, z którymi rozmowy się „kleiły”. Z kilkoma z nich nawet się zaprzyjaźniłam i do dziś pijemy wspólne kawki, nawet bez dzieci. Mimo to poczułam ulgę kiedy moje Starszaki dorosły i na ich imprezy urodzinowe goście zaczęli przychodzić bez rodziców.

Jednocześnie Maciuś wszedł w okres dziecięco-imprezowy, więc zabawa zaczyna się od nowa. Teraz jednak jestem już mądrzejsza i nauczona doświadczeniem, więc wiem co należy robić, by stres już nie powrócił. A oto kilka moich „złotych myśli”, które wynikają z lat doświadczeń przy organizacji imprez dla dzieci:

  1. robienie gruntownych porządków przed imprezą nie ma sensu! Dzieciaki na pewno nie pozostawią po sobie porządku, a ich NORMALNE mamusie nigdy nie wchodzą do wszystkich pomieszczeń żeby sprawdzić czy posprzątałaś!!! Zadbać należy za to o czystość łazienki 🙂
  2. Jeśli nie chcemy latać ze ścierką za wymiotującymi dziećmi, same zadbajmy by zarówno pokarmy, jak i napoje, które podajemy, były jak najbardziej naturalne. Poza szampanem dla dzieci , naprawdę wystarczy do popicia woda mineralna, której musimy przygotować dość dużo. Dzieci biegają, pocą się i podjadają co chwilę przekąski, więc woda na stole na pewno zda egzamin.
  3. W temacie jedzenia: zamiast kupować tanie chipsy, chrupki, oranżadę za 1zł za 2 litry i słone paluszki, lepiej poświęcić trochę czasu na przygotowanie domowych przekąsek dla dzieci. Na moich imprezach zawsze sprawdzają się tosty, które dzieciaki jedzą zarówno na ciepło, jak i na zimno (najlepsze są z moim keczupem dyniowym!), tortille, domowe hot-dogi czy hamburgery. Dzieciaki uwielbiają domowe fast-foody. Zauważyłam też, że chętnie zjadają kanapki z chleba tostowego (staram się kupować ten świeży, a nie w folii, ważne by można było kanapki pokroić w trójkąciki lub wyciąć chlebowe kółka), o ile ciekawie je podamy. Kanapkowe medale, lub trójkąciki zjadają nawet z sałatą! Staram się też zawsze zrobić jakąś zdrową pastę (np. z kurczaka i jajek, lub twarożku). Nie kosztują dużo, a przynajmniej unikniemy u dzieci nieprzyjemnych skutków przejedzenia chemią. Zamiast kupnej oranżady, polecam domową lemoniadę, lub wodę w syfonie (są teraz do kupienia w wielu sklepach) z malinowym sokiem. To dużo lepsze i tańsze rozwiązanie niż kupione hurtem w markecie przesłodzone napoje.
  4. Warto już na początku imprezy ustalić zasady. Umówmy się z dziećmi, że jemy i pijemy w jednym miejscu, przy stole, nie biegamy z jedzeniem po domu. Nie chodzi jedynie o zachowanie porządku, ale przede wszystkim o bezpieczeństwo. To jedna w ważniejszych zasad!

    I w końcu te kawki z innymi mamami: wiadomo, że czasami to jedyna okazja żeby nagadać się w babskim towarzystwie, jednak warto pamiętać, że po pierwsze – porozmawiać wśród biegających dzieciaków spokojnie się nie da, po drugie – im więcej potencjalnych oczu, tym paradoksalnie opieka nad dziećmi gorsza. Ja wolę sama ogarniać nawet piętnastkę dzieci, niż robić to wraz z pięcioma mamami. Jak wiem, że sama jestem za nie odpowiedzialna, bez przerwy je liczę, obserwuję, dopytuję czy nie zmarzły, dopajam wodą jeśli widzę, że są mocno spocone (dzieciaki podczas wspólnej zabawy zyskują energię do biegania, którą na co dzień trudno u nich dostrzec :)). Dlatego, choć jestem bardzo towarzyską osobą, wolę jeśli mamusie zostawią mi swoje maluchy i odjadą, wtedy mam pewność, że ich dopilnuję.

    A oto moje przykładowe sprawdzone menu imprezowe:

    1. samodzielnie zrobiony tort (owoce/dżem i bita śmietana, zamiast kremów maślanych)

  1. domowe ciasto z owocami
  2. domowe ciasto czekoladowe/ciasteczka
  3. tosty z szynką, serem i keczupem dyniowym
  4. tortille z kurczakiem i warzywami
  5. hot-dogi w cieście francuskim/ domowa pizza
  6. kanapki z sałatą, szynką i serem, oraz z pastą drobiową lub twarożkiem
  7. latem małe lody na patyku (te akurat kupuję), zimą galaretki z owocami (galaretki robię z torebki, kroję w kolorowe kostki i ozdabiam owocami)
  8. lemoniada i woda

    Staram się nie stawiać na stół kupionych cukierków, żelków, lizaków, chipsów i paluszków. Nauczyłam się tego kiedy kilka lat temu przedobrzyłam z cukierkowym szaleństwem na stole i colą i miałam troje dzieci wymiotujących naraz i jednocześnie dwójkę w toaletach z dolegliwościami trawiennymi. Koszmar, na który nigdy więcej nie pozwolę! Nie przesadzajmy tez z owocami: dzieciaki, które co chwilę podjadają winogron i mandarynki też w pewnym momencie poczują mdłości 🙂

     

     

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!