One trzy, ONA jedna i babskie spotkanie przy cycu :)

Olka:

To było długo wyczekiwane spotkanie. My dwie, czyli ja i Ewka i nasza dobra wspólna koleżanka, też Olka. Chyba z rok się nie spotkałyśmy razem, więc byłyśmy bardzo zdeterminowane żeby już tego spotkania nie przekładać, tylko wsiąść w samochód, kupić kwiatka i pojechać do Oli. „Aż sama nie wierzę, że WY DO MNIE PRZYJEDZIECIE”, tak Olka napisała nam w wiadomości. „Jak jesteśmy zdeterminowane, to TYLKO DZIECI MOGĄ NAM POKRZYŻOWAĆ PLANY”, odpisałam…

Słyszałyście kiedyś, żeby facet, szykując się na piwko z kumplami, powiedział do któregoś z nich: „Tylko wezmę ze sobą Jasia, bo moja żona musi posprzątać. Najwyżej nie będziemy siedzieli długo, bo Jasiu o dwudziestej drugiej musi już spać”???

Wczoraj wsiadając do samochodu Ewki pytam ją: „Wzięłaś kwiatka dla Olki?” A ona do mnie: „Tak… i JĄ też”.  Patrzę na tylne siedzenia, a tam niebieskie oczy bobasa wpatrują się we mnie jakby z wyrzutem, że coś mi nie pasuje… No więc patrzę na Weronikę z wyraźnie przyklejonym sztucznym uśmiechem, bo moje oczy nie kryją rozczarowania, już wiem, że wieczór nie będzie wyglądał tak jak to sobie zaplanowałyśmy…
Ewka kieruje przez pierwsze 15 minut. Próbujemy rozmawiać, ale Mała coraz głośniej przypomina o sobie, więc się przesiadamy. Ja przejmuję kierownicę, ona siada obok Weroniki i próbuje ją uspokoić. Przez chwilę dziecko drze się okropnie, ale zanim dojeżdżamy na miejsce, uspokaja się. 
Wizytę w domu Olki rozpoczynamy od rozłożenia koca, poduszek i zabawek. Patrzę na butelkę wina i trzy duże lampki. Już wiem, że sobie dzisiaj nie popiję. Nie będę przecież po pijaku jechała z dzieckiem do domu!
Przez chwilę jest nawet spokojnie. Ale po kilkunastu minutach Mała znów zaczyna koncert, więc Ewka wyciąga cyca. Pomiędzy Olki: „zmieniłam pracę”, a moim: „zmieniłam podejście”, jemy w lekkich nerwach pyszną sałatkę z cukinii, obserwując jak Dziecko je swoje mamine mleko. Jest miło, choć nie tak komfortowo jak mogłoby być, gdyby było nam dane spotkać się bez Malucha Smutny.
Po 22.00 zbieramy się do domu. Nie spodziewamy się jeszcze tego, że przez najbliższe pół godziny będziemy zdzierały gardła próbując zagłuszyć piosenkami płacz dziecka. „Wow, ile ty znasz kołysanek!”, wypala Ewka, gdy docieramy pod mój dom. Prawie nie zamieniłam z nią słowa przez ostatnie 4 godziny  .
Byłyśmy naprawdę zdeterminowane. Dzieciaki nie „pokrzyżowały nam planów”, choć porządnie je zmodyfikowały. Ale kogo to obchodzi?! Przecież chciałyśmy tylko pogadać i wypić kawę. Łaski nie robimy, że dzieckiem się przy okazji zajmiemy… 

Ewka:

Wczorajsze ,,babskie” spotkanie było dosłownie babskie, tylko jedna z kobietek była zdecydowanie młodsza od pozostałych – mowa o Weronice Zszokowany. Tak, tak ,,babskie spotkanie” z dzieckiem na rękach. I co tu poradzić? Trzeba się cieszyć, że Dominik w domu został .

Masz Babo co chciałaś. Skończyło się beztroskie latanie. „Nauczysz pić dziecko z butelki, będzie inna rozmowa”… to słowa mojego Patryka, który zawsze używa tego samego argumentu jak gdzieś wychodzę. Do cholery jasnej, jak mam nauczyć jej butelki, skoro cycki mam przy sobie i zawsze mogę ich użyć?! Po to chcę wyjść sama z domu żeby ktoś inny dał jej w końcu jeść, a nie tylko JA. Wiadomo, że kojarzę jej się tylko z jedzeniem.

No ale dobra, Staremu tego nie przetłumaczysz. Zapakowałam kwiatka i Weronikę do auta i heja na wyczekiwany relaks u koleżanki (z założenia bez dziecka). Droga do Olki była ok, spokojnie do czasu, później coś ją wkurzyło i zaczęła płakaćWściekły. Szybka zmiana kierowcy, ja do tyły do Weroniki, a Olka za kierownicą. Dałyśmy radę. Na miejscu było super. Nawet Weronika mi nie przeszkadzała. Była naprawdę grzeczna. W pewnym momencie nawet byłam wdzięczna, że mogłam ją zabrać. Tak rzadko mamy możliwość być tylko we dwie (tak samo jest z Dominikiem, zawsze z nami jest Weronika). No dobra była grzeczna, prawie nie przeszkadzała, ale czy naprawdę ciężko zostać z dzieckiem 3 godziny? Niby sama zgodziłam się zabrać Młodą, bo ostatnio pogoda nas nie rozpieszczała i podwórko nam troszkę zarosło. Patryk chciał mieć czas na porządki.

Po dłuższych przemyśleniach… nic by się przecież nie stało jakby trawa była długa jeszcze jeden dzień, a ja na luzie spędziłabym wieczór. No tak, jestem teraz na takim etapie, ,,chcesz gdzieś wyjść, bierz dzieci!!!”, i chyba każda z nas tak miała, co??? Nawet Olka, która teraz się dziwi i próbuje mnie buntować, kiedyś tak miała {#smileys123.tonqueout}. Pamiętam jak nie przychodziła do mnie na kawę, bo ja już miałam małe dzieci, a Marcin nie chciał zostać z trójką w domuWściekły (Olka uważała, że jej dzieci robią dużo hałasu, więc z piątką sobie nie pogadamy). I choć dzieci to nasz największy i najcenniejszy skarb, czasam chcemy złapać oddech i wyjść gdzieś same. Dobrze, że mam rolki i podczas jazdy na nich mogę odpocząć w samotności.

Olka trafiła w ‚dychę’ pisząc, że facet nie poszedłby z dzieckiem na spotkanie z kumplami, a my? My też czasami chcemy napić się czegoś innego niż tylko kawy Puszcza oko. Bycie mamą dużo zmienia, ale w byciu mamą nie zapominajmy, że jesteśmy też kobietami i koleżankami. Pamiętajmy o pielęgnowaniu przyjaźni. Znajdźmy chwilę chociaż na szybka kawę, jeżeli na wino nie możemy sobie jeszcze pozwolić…

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!