Troska, czy ograniczanie wolności? Wolność, czy brak odpowiedzialności?

Troska, czy ograniczanie wolności? Wolność, czy brak odpowiedzialności?

„Mamo, mogę wyjść z dziewczynami na rower?”

– „Pojeździmy razem i zabierzemy po drodze twoje koleżanki, ok?”

„Mamo, mogę pojechać z chłopakami na boisko?”

– „A może zaprosisz kolegów do siebie i pogracie w piłkę w ogrodzie?”

 Nie da się ukryć – takie uniki robię regularnie, odkładając trudną decyzję o „odcięciu pępowiny” na później. A może na „później” nie ma już czasu?…

Wciąż nie potrafię oddać moim dzieciom swobody poruszania się poza zasięgiem mojego wzroku. Zdarza mi się pozwalać im na spotkania z kolegami poza domem, ale przyznaję, że raczej rzadko i raczej na krótko. Nie ma jeszcze mowy o wyprawach na rowerowe wycieczki, wypady nad jezioro bez kontroli osób dorosłych. Moje Starszaki mają już po 10 i 11 lat, więc coraz częściej nurtuje mnie myśl, czy nie powinnam już dać im większej swobody. Gdyby mieszkały w mieście, autobusem wracałyby do domu ze szkoły z kluczem na szyi. Wtedy przynajmniej w większym stopniu musiałabym im zaufać. Życie na wsi nie daje im takich perspektyw.

 Na podstawie powyższych fragmentów rozmów z moimi dziećmi większość z Was już ocenia mnie pewnie jako nadopiekuńczą matkę, lub nawet matkę-panikarę. Sama tak czasami o sobie myślę. Jednak mnie wydaje się, że nadopiekuńcza nie jestem i nigdy nie byłam (zapytajcie Ewki ;)). Nigdy nie chuchałam na zimne, nie wiozłam moich dzieci do lekarza kiedy miały katar, czy nawet lekką gorączkę. Nie zamykałam ich wtedy w domu, zamiast tego „faszerowałam” zdrowym jedzeniem pełnym witamin. Nie zakładałam im nigdy rajstop do przedszkola zimą, bo wiem jakie są niewygodne. Zamiast tego nauczyłam ich naciągać skarpety na nogawki spodni, by mróz nie chłodził zbytnio ich nóg podczas zabawy na placu zabaw…

Moje dzieci od drugiej klasy podstawówki (czyli odkąd Emil skoczył 7 lat) same wracają ze szkoły do domu, gdzie we dwoje czekają na nasz powrót z pracy (fakt, zaczęłam im na to pozwalać dopiero odkąd dostali swoje telefony, bym mogła zawsze się z nimi skontaktować). Kiedy jadę po bułki do sklepu, zdarza mi się zostawić mojego 5-latka pod opieką starszej siostry czy brata, nie obawiam się wysłać moje starsze dzieci do sklepu, uważam nawet, że robienie małych zakupów powinno już być wpisane w ich regularne obowiązki jako forma pomocy rodzicom.

Nie pozwalam im natomiast samodzielnie jeździć do oddalonego o 25 kilometrów miasta, nie pozwalam na szaleństwa na rowerach w nieznanym mi terenie. Podczas miejskich i wiejskich masowych imprez, nie pozwalam latać moim dzieciakom do wieczora bez mojego nadzoru wśród tłumu mieszkańców, nierzadko będących już po południu pod wpływem sprzedawanych tam napojów alkoholowych…

Znam dobrze swoje dzieci, ale nie mogę tego samego powiedzieć o ich kolegach. Nie mam pewności, czy któremuś z nich na przykład nie przyjdzie do głowy zabawa w tarzana nad jeziorem, czy ściganie się rowerami po ruchliwej drodze szybkiego ruchu. W towarzystwie nietrzeźwych osób łatwo o niekontrolowaną bitwę na słowa, która szybko może przeistoczyć się w bójkę. A poza tym w tłumie ludzi zawsze łatwo o jakiś wypadek…

Zakładam czarne scenariusze, czy zwyczajnie przewiduję potencjalne niebezpieczeństwa? Przesadzam, czy dopuszczam głos rozwagi?

Wciąż mam poczucie, że moje dzieci są bezpieczne tylko ze mną i z ich tatą. W każdej innej sytuacji zawsze myślę o możliwym niebezpieczeństwie. Wiem, że ich nauczyciele w szkole, wychowawczynie w przedszkolu, ich babcie, ciocie, wujkowie, dziadkowie, czy nianie, nie zawiodą mojego zaufania. Wiem też, że wypadki się zdarzają i mogą wydarzyć się również kiedy dzieci są pod moją opieką. Mimo to zawsze dopuszczam możliwość błędu ludzkiego, niedopatrzenia, kiedy nie ma mnie przy nich, co wynika chyba z braku możliwości pełnej kontroli.

Jestem ciekawa jak daleko Wy stawiacie granice wolności swoim dzieciom. Czy moje zachowanie to Waszym zdaniem przejaw odpowiedzialności, a może nadopiekuńczości? A może to już panika, która uprzykrza tylko życie moim dorastającym dzieciom?

Nie będę taka przezorna do ich pełnoletności. Wiem, że z miesiąca na miesiąc mam nad nimi coraz mniej kontroli. Dawniej nie mogłam się doczekać aż dorosną i przestanę nosić je na rękach, potem czekałam aż zaczną wybierać zabawy z kolegami zamiast mojego ciągłego towarzystwa. Teraz najchętniej wróciłabym do czasów kiedy byłam dla nich najfajniejszą kompanką zabaw, bo wtedy ciągle byli przy mnie. Wiem, że to już nie wróci. Dobrze, że mam córkę. Ją przynajmniej zawsze przekonam do wspólnych wypadów na zakupy i być może taka opcja będzie dla niej bardziej atrakcyjna niż wypad z koleżanką. Będę mogła przynajmniej na nią mieć częściej oko 😉

Widzę jak moje koleżanki dają więcej swobody swoim pociechom, a koledzy moich dzieciaków mogą pozwolić sobie często na dużo więcej niż oni. Za każdym razem powraca to samo pytanie: czy to ja przesadzam, czy może inni są mniej odpowiedzialni. A może zależy to też od temperamentu i rozwagi samych dzieciaków?

Jestem zwolenniczką mądrego, rozważnego wychowania, więc będę się pilnować żebym w przyszłości dawała im stopniowo coraz więcej wolności. Jednak dziś są chyba w wieku „przejściowym” pomiędzy wiekiem dziecięcym, a nastoletnim i być może stąd te dylematy…

Mnie, nas, wychowywano przecież zupełnie inaczej. Często obawiam się, że zabieram moim pociechom dzieciństwo w imię własnego spokoju.  Wolę mieć ich w zasięgu wzroku, jednocześnie ograniczając ich pole widzenia. Bo przez moją ostrożność, nie dowiedzą się jak to jest wpaść z tej liny Tarzana do lodowej wody. Nie nauczyczą się na własnych błędach jak uniknąć otarc i siniaków podczas jazdy rowerem na przełaj.

Ale też nie połamią sobie rąk, nie powybijają zębów, nie skrecą karków!

Jak więc żyć, drodzy rodzice? 🙂 Przyjąć, że może im się coś stać i po prostu się z tym pogodzić, czy chronić przed całym złem tego świata za wszelką cenę?!

Uczymy nasze dzieci stawiać jasne granice, uczymy zasad bezpieczeństwa, musimy też więc pozwolić im by te zasady wdrażali w życie. Mądrze, spokojnie, powoli… 😉

 

Mom, can I go out with the girls on a bike?”

– „We go together and take your friends along the way, okay?”

„Mom, can I go with the boys on the pitch?”

– „Maybe you will invite your friends to you and play football in the garden?”

You can not hide – I avoid doing this regularly, postponing the difficult decision to „cut the umbilical cord” for later. Or maybe there is no time for „later”? …

I still can not give my children the freedom to move beyond the reach of my eyes. I happen to be allowed to meet colleagues outside the home, but I admit that it is rare and shortly. There is no mention yet of expeditions for bicycle trips, trips to the lake without the control of adults. My Starszaki are already 10 and 11 years old, so more and more often I’m worried about whether I should no longer give them greater freedom. If they lived in the city, by bus they would come home from school with a key on their neck. Then at least to a greater degree I would have to trust them. Life in the countryside does not give them such prospects.

Based on the above fragments of conversations with my children, most of you already assess me as an overprotective mother, or even mother-panikara. I think about myself sometimes. However, it seems to me that I am not overprotective and I have never been (ask Ewki;)). I never blew cold, I did not take my children to the doctor when they had a cold or even a slight fever. I did not lock them at home then, instead I „stuffed” with healthy food full of vitamins. I never put on my tights for kindergarten in the winter because I know how uncomfortable they are. Instead, I taught them to pull socks on trouser legs so that the cold would not cool their legs too much while playing in the playground

My children from the second grade of primary school (that is, since Emil jumped 7 years) return home from school, where we are waiting for our return from work (fact, I started to let them only since they got their phones so that I can always be with them contact). When I go shopping for rolls, I happen to leave my 5-year-old under the care of my older sister or brother, I am not afraid to send my older children to the store, I even think that making small purchases should already be included in their regular duties as a form of help parents.

However, I do not allow them to drive to a city located 25 kilometers away from each other, I do not let myself be crazy about bicycles in the unknown terrain. During urban and rural mass events, I do not allow my kids to fly until the evening without my supervision among the crowd of inhabitants, often in the afternoon under the influence of alcoholic beverages sold there …

I know my children well, but I can not say the same about their friends. I am not sure if one of them, for example, does not think about playing tarzana at the lake, or racing on bicycles on a busy highway. Accompanied by drunk people, it’s easy to get an uncontrollable battle over words that can quickly turn into a fight. And besides, there is always an accident in the crowd of people …

I assume black scenarios, or simply anticipate potential dangers? I’m exaggerating, do I allow the voice of prudence?

I still have the feeling that my children are safe only with me and their father. In any other situation I always think about possible danger. I know that their teachers at school, kindergarten teachers, their grandmothers, aunts, uncles, grandparents, or nannies will not let me down. I also know that accidents happen and can also happen when children are under my protection. Despite this, I always allow the possibility of human error, oversight when I am not with them, which probably results from the lack of full control.

I am curious how far you put the limits of freedom on your children. Is my behavior a sign of responsibility, or perhaps overprotection? Or is it already a panic that only makes life difficult for my growing children?

I will not be so wary to their age. I know that from month to month I have less and less control over them. In the past, I could not wait for them to grow up and stop wearing them on my hands, then I waited for them to start choosing games with their friends instead of my constant company. Now I would like to go back to the times when I was the coolest companion for them, because then they were still with me. I know it will not come back. It’s good that I have a daughter. At least I will always convince her to go shopping together and maybe this option will be more attractive to her than a friend’s trip. I will be able to at least have an eye on her;)

I can see how my friends give more freedom to their children, and my kids’ friends can often afford much more than they do. Each time the same question comes back: am I exaggerating or maybe others are less responsible. Or maybe it also depends on the temperament and prudence of the kids themselves?

I am a supporter of wise, thoughtful upbringing, so I will make sure that in the future I gradually give them more and more freedom. However, today they are probably in the „transitional” age between the child’s age and teenage and maybe from here these dilemmas …

Me, we were brought up in a completely different way. I am often afraid that I am taking my childhood to my children in the name of my own peace. I prefer to have them in sight, while limiting their field of vision. Because of my caution, they will not find out what it is like to fall from this Tarzan rope into the ice water. They will not learn from their mistakes how to avoid chafing and bruising while riding a bike cross-country.

But they also do not break their hands, do not break their teeth, do not twist their necks!

So how do you live, dear parents? 🙂 Accept that something can happen to them and just accept it, or protect against all the evil of this world at all costs ?!

We teach our children to set clear limits, teach safety principles, and we must let them implement these principles. Wise, calm, slow …;)

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!