Jak polubić bieganie?

Jak polubić bieganie?

Jak to jest, że ktoś, kto najbardziej w świecie nie lubił biegania, nagle nie wyobraża sobie bez niego weekendu? Ja wciąż dziwię się, że to było możliwe. Jako uczennica szkoły podstawowej trenowałam piłkę ręczną. Lubiłam samą grę, nawet bardzo. Jednak treningi polegające w połowie na wyrabianiu kondycji, zawsze były moją „zmorą”. Pomimo świetnej atmosfery w zespołach (tych w podstawówce, potem w liceum), dobrych wyrozumiałych trenerów, ja zawsze traktowałam treningi w parku jako przykry obowiązek. Do tego odbywały się zwykle o 7.00 rano! Kiedy wraz z ukończeniem szkoły średniej, zakończyła się również moja „kariera” piłkarska, najbardziej cieszył mnie brak konieczności trenowania! Piszę to i sama nie wierzę, ale tak właśnie było.

Podczas studiów kilka razy próbowałam wrócić do biegania, zawsze mój zapał kończył się po kilku dniach. Dziś wiem, że wszystko odbywa się w naszej głowie, nie w nogach. Miałam negatywne podejście od początku, dlatego to nie mogło się udać. Skupiałam się na uczuciu wyczerpania, liczyłam bez przerwy czas, sam bieg i zmęczenie jakie powodował był ciągle w mojej głowie. Nie myślałam o celu, nie wizualizowałam prawdopodobnego efektu końcowego (euforia szczęścia po zakończonym biegu), byłam skupiona wyłącznie na tym co było nieprzyjemne. Przez to nie umiałam cieszyć się chwilą, nie dostrzegałam, że bieganie może być przyjemne.

Przyszedł jednak taki dzień, po mniej więcej pół roku codziennych treningów, kiedy pomyślałam, że moja kondycja jest już chyba dość dobra, więc chciałam spróbować. Pierwszy dzień- 800 metrów, bez zatrzymywania. Zmęczyłam się już po 300 metrach, ale pomyślałam, że da się to przeżyć. Kolejnego dnia pobiegłam już 1,5 kilometra. Następnego 3.. To był ten moment, kiedy zrozumiałam, że jestem w stanie wyłączyć myślenie o wyczerpaniu. Tak naprawdę drugi kilometr jest kryzysowy. Po tym dystansie normuje się oddech, organizm przystosowuje się do konkretnych ruchów, tempa, przestaje się czuć ból w gardle (pierwsze biegi robiłam zimą). Przebiegłam 3 kilometry, bo taki miałam plan. Ale pomyślałam, że mogłam spokojnie pobiec dłużej. Następny bieg- 5 kilometrów, kolejny 7! Wtedy przyszło mi do głowy, ze 10 km też jest możliwe. Przebiegłam je tydzień później. Marcin (mój mąż) również rozpoczął wtedy bieganie. Chyba szybko chciał pobić mój dystans, bo przy swoim trzecim biegu „zdrobił” swoją pierwszą „dychę”. Następnym razem przebiegł 11, więc ja musiałam być lepsza, pobiegłam 12. Jego odpowiedź- 12,5, więc ja przekroczyłam 13 🙂 I tak się prześcigaliśmy, aż zrozumiałam, że moja chęć robienia nowych życiówek niekoniecznie idzie w parze z tym czego chcą moje stawy biodrowe i kolana. Pomimo porządnej rozgrzewki i ćwiczeń rozciągających po biegu, ból po takim długim dystansie uniemożliwiał mi normalne funkcjonowanie przez kolejne dni. Musiałam spuścić z tonu i wrócić do regularnych sześciu kilometrów. To jest mój optymalny dystans. Jest przyjemny i nie obciąża moich stawów. Zdarza mi się jeszcze od czasu do czasu przebiec „dyszkę”, jednak z takim dystansem jestem ostrożna. Chciałabym biegać i ćwiczyć do późnej starości, więc muszę szanować swoje kości:)

W uszach zawsze mam słuchawki, ale nie zawsze słucham muzyki. Przyjemniej się biega jeśli w uszach coś gra, więc staram się zawsze coś ciekawego mieć w telefonie, nie skupiam się wtedy na samym biegu, tylko delektuję się świeżym powietrzem przy przyjemnych rytmach, lub nadrabiam literackie i publicystyczne zaległości.

Prędkość biegu nie ma dla mnie znaczenia, więc wybieram również wolniejsze rytmy, ma być przyjemnie, czasami muszę po prostu pomyśleć, dlatego często słucham Amy Winehouse, Queen, czy Alicii Keys. Jeśli mam ochotę na więcej zabawy, włączam Justina Timberlake’a, Bruno Marsa, czy Britney, zwłaszcza jej stare piosenki, czuję się wtedy znów jak nastolatka 🙂 Bruno jest znakomity koncertowo, więc zdarza mi się podczas biegu wysłuchać całego live show.

Jednak nie zawsze mam ochotę na bieganie z muzyką. Wtedy wspaniale sprawdzają się audiobooki, lub wywiady, których wcześniej nie miałam okazji obejrzeć lub wysłuchać. Dużo podczas biegania można się nauczyć, zwłaszcza, że nasz mózg dużo lepiej pracuje podczas aktywności fizycznej. Już kiedyś wspominałam, że najlepsze pomysły mam podczas treningów! Nieoceniona ta technologia!

Staram się nie tracić czasu, więc bieganie, które w moim przypadku trwa od 30 do 60 minut to świetny sposób na, dosłownie, połączenie przyjemnego z pożytecznym 😉

Oczywiście musze tu wspomnieć o moim wiernym psie. Amber nie odpuszcza żadnego biegu, nawet jeśli dla bezpieczeństwa zostawię ją w zamkniętym ogrodzie. Jakimś sposobem zawsze się uwolni i dogoni mnie po kilometrze. Potem grzecznie biegnie przy nodze prawie (…) przez całą trasę. Ale trzeba byc ostrożnym. Dzisiaj na przykład nie obyło się bez przykrego incydentu z innym psem, dlatego smycz i (dla konkretnych ras) kaganiec to „must-be thing”!

 

How to fall in love with jogging?

How is it that someone who does not like running the most in the world suddenly can not imagine a weekend without him? I’m still surprised that it was possible. As a primary school student, I was practicing handball. I liked the game itself, even very much. However, training in the middle of getting in shape has always been my „nightmare”. Despite the great atmosphere in the teams (those in elementary school, then in high school), good understanding trainers, I always treated the workouts in the park as an unpleasant duty. It usually took place at 7.00 in the morning! When my high school career ended with my high school graduation, I missed the need to train the most! I write this and I do not believe it myself, but it was.

During my studies, I tried to go back to running several times, always my enthusiasm ended after a few days. Today I know everything is happening in our head, not in our legs. I had a negative approach from the beginning, that’s why it could not succeed. I focused on the feeling of exhaustion, I was counting the time all the time, the very course of running and the fatigue it caused was still in my head. I did not think about the goal, I did not visualize the likely final effect (euphoria of happiness after the run), I was focused solely on what was unpleasant. Because of that I could not enjoy the moment, I did not notice that running could be pleasant.

However, a day came, after about half a year of daily training, when I thought that my condition was probably quite good, so I wanted to try. The first day – 800 meters, without stopping. I got tired after 300 meters, but I thought it could be experienced. The next day I ran 1.5 kilometers. Next 3 … It was the moment when I understood that I was able to turn off the thinking of exhaustion. In fact, the second kilometer is crisis. After this distance, the breath is normalized, the body adapts to specific movements, the pace, the throat pain stops (I made my first runs in the winter). I ran 3 kilometers, because I had a plan like that. But I thought I could easily run longer. Next run – 5 kilometers, another 7! Then it occurred to me that 10 km is also possible. I ran them a week later. Marcin (my husband) also started running then. I think he wanted to beat my distance quickly, because at his third run he „dumped” his first „pride”. The next time he ran 11, so I had to be better, I ran 12th His answer – 12.5, so I exceeded 13 🙂 And so we outdone each other until I realized that my willingness to do new lives does not necessarily go hand in hand with what I want hip joints and knees. Despite a good warm-up and stretching exercises after the run, the pain after such a long distance prevented me from functioning normally for the next days. I had to take my tone off and return to my regular six kilometers. This is my optimal distance. It is pleasant and does not burden my joints. Sometimes I run a „nozzle” from time to time, but with such distance I am careful. I would like to run and practice to a late age, so I have to respect my bones 🙂

I always have headphones in my ears, but I do not always listen to music. It works nicer if it’s playing something in the ears, so I always try to have something interesting on the phone, I do not focus on running, I just enjoy the fresh air with pleasant rhythms, or make up for literary and journalistic backlogs.

The speed of running is not important to me, so I choose slower rhythms, it has to be nice, sometimes I just have to think, that’s why I often listen to Amy Winehouse, Queen, or Alicia Keys. If I want to have more fun, I turn on Justin Timberlake, Bruno Mars, or Britney, especially her old songs, then I feel like a teenager again 🙂 Bruno is great concert, so I happen to listen to the whole live show during the race.

However, I do not always want to run with music. Then the audiobooks, or interviews I have never had the opportunity to watch or listen to, are great. You can learn a lot while running, especially because our brain works much better during physical activity. I have already mentioned that the best ideas I have during training! This technology is invaluable!

I try not to waste time, so running, which in my case takes from 30 to 60 minutes is a great way to, literally, combine business with pleasure;)

Of course, I have to mention my faithful dog here. Amber does not let go of any gear, even if I leave her in a closed garden for safety. Somehow, he’ll always be free and catch me after a kilometer. Then he runs politely at the foot almost (…) through the entire route. But you have to be careful. Today, for example, it was not without a nasty incident with another dog, that’s why the leash and (for specific breeds) muzzle is a „must-be thing”!

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!