Jak i co ćwiczyć?

Jak i co ćwiczyć?

Myślę, że jedną z tych rzeczy, które powodują, że rzucamy ćwiczenia i znów zaczynamy się obżerać jest, poza lenistwem, monotonia! W momencie kiedy nauczymy się wszystkich ćwiczeń na pamięć, znamy ich długość, wiemy w jakiej kolejności następują, przestajemy czuć podekscytowanie, a w konsekwencji zainteresowanie całym treningiem. Wystarczy, że jednym z pierwszych ćwiczeń zestawu jest to przez ciebie nie bardzo lubiane, a nie chce Ci się nawet zaczynać.

Dlatego kluczem jest różnorodność! Na szczęście żyjemy w czasach, w których mamy nieograniczony dostęp do materiałów treningowych w sieci. Sklepy internetowe pełne są pozycji z gotowymi zestawami ćwiczeń, a i sami trenerzy coraz chętniej na swoich stronach, fanpage’ach, czy kanałach na YouTube, udostępniają nowe programy. Nasza ukochana Ewa Chodakowska, Tomasz Choiński, Anna Lewandowska, Gillian Michaels (uwielbiam ją!), Mel B, oni wszyscy poza własnymi stronami w internecie, na których sprzedają płyty treningowe, mają również kanały pełne filmów z ćwiczeniami. Tymczasem wiele kobiet kupuje jedną płytę i trzyma się tylko niej do momentu aż na sam dźwięk ramówki treningu chce uciekać!

Ja rozpoczęłam właśnie od utworzenia swojej własnej playlisty z przeróżnymi zestawami. Znalazły się na niej treningi bardzo intensywne cadrio, interwałowe, pilates, yoga, treningi z hantlami, na stepperze, treningi z piłką. Zebrałam ich całe mnóstwo. Tak naprawdę nigdy nie mam planu treningowego na cały tydzień, codziennie wybieram trening spontanicznie, w zależności od nastroju. Znam je wszystkie, więc wiem dobrze na co w konkretnym momencie mam ochotę. Nie zawsze mam też czas na godzinny trening, więc wybieram czasami te 20-minutowe, a w naprawdę pracowite dni, nawet 10-minutowy trening musi mi czasami wystarczyć. Staram się jednak nigdy nie odpuszczać (dni bez żadnego treningu tez się zdarzają, choć bardzo rzadko). Jestem prawdziwą wariatką jeśli chodzi o ćwiczenia, potrafię ćwiczyć o północy żeby lepiej się poczuć, choć już kiedyś pisałam, że to nie jest najlepszy pomysł, bo skutkuje bezsennością.

Sobota i niedziela to dni biegania, jedyne w tygodniu, kiedy mam czas przed południem, a to dla mnie najlepsza pora na bieg. Mój stały dystans to 6km. Jeśli jest wyjątkowo sprzyjające powietrze, a ja nigdzie nie muszę się śpieszyć, biegnę i 10km, choć już wiem, że długie dystanse nie są dobre dla moich stawów kolanowych (znów- słucham swojego organizmu!), więc rzadko sobie na nie pozwalam i zawsze po takim długim dystansie robię przynajmniej jeden dzień przerwy od treningów, żeby organizm mógł się zregenerować. W bieganiu najlepsze jest to, że dosłownie czuję jak moje ciało wciąż pracuje jeszcze długo po zakończonym biegu, więc to dużo więcej niż tylko kilkadziesiąt minut treningu.

Rozpoczęła się już wiosna, więc motywacji do ćwiczeń jest o niebo więcej! Uwielbiam ćwiczenia na tarasie. Moje psy wygrzewają się wtedy w słońcu na trawie i tylko czekają aż dojdę do ćwiczeń „cool down”, czyli odprężających po treningu. To moment kiedy już nie denerwuję się kiedy ktoś wokół mnie biega i pozwalam im się trochę poprzytulać. Trening na podwórku pozwala mi też mieć oko na dzieciaki, jeśli akurat biegają po ogródku, więc dosłownie nie tracę czasu.

Podstawowa rzecz- należy odrzucić wszelkie WYMÓWKI! Ewka jest żywym dowodem na to, ze nawet z dzieckiem w wózku można ćwiczyć! Oczywiście, dużo łatwiej jest, kiedy macie wsparcie kogoś, kto od czasu do czasu zajmie się dziećmi jeśli będziesz chciała pobiegać. Nie załamuj się jednak i nie rezygnuj, jeśli takiej osoby nie ma w pobliżu- bieganie można zastąpić inna formą treningu, długi świadomy spacer też jest świetna forma aktywności!

Powodów żeby nie ćwiczyć znajdę nawet w tej chwili przynajmniej kilka: brak czasu, miesiączka, brzydka pogoda, praca w ogrodzie, konieczność obejrzenia serialu, ból głowy, brak chęci, brak miejsca, brak stroju do ćwiczeń, brak maty, brak odpowiednich butów, itd. Kiedy zaczynałam ćwiczenia nie miałam ani maty, ani odpowiedniego stroju, odpowiednich butów, a czasu zawsze mi brakowało. Pierwszą matę do ćwiczeń kupiłam po 2 miesiącach treningów, wcześniej wykonywałam ćwiczenia na dywanie. Biegać zaczęłam dopiero pół roku po pierwszym treningu, bo akurat do biegania buty muszą być odpowiednie. Buty to był mój pierwszy większy wydatek. Na Gwiazdkę Święty Mikołaj podarował mi stepper, oraz kilka idealnych strojów do fitnessu, rok później dorzucił porządną matę. Ale nawet bez tego i tak ćwiczyłabym dalej!

Zdecydowanie więcej jest powodów by jednak zainwestować w siebie- świetne samopoczucie, dużo więcej energii, lepszy nastrój, ładniejsza sylwetka, mniejszy rozmiar ubrań, siła do wyczerpujących zabaw z dzieciakami, udowodnienie samej sobie, że mogę dużo więcej niż wcześniej myślałam, ZDROWIE!

Wiosna w pełni, to świetny moment na zmianę 🙂

W następnym wpisie trochę więcej o bieganiu.

 

 

Dodaj komentarz

Zamknij

O której kawa?!